Relacje

Żyć i oglądać jak dobry jest Kevin Durant

9 marzec 2018r. dodane przez Paweł Ostrowski

Żyć i oglądać jak dobry jest Kevin Durant

W pierwszym z trzech mistrzowskiego kalibru wyjazdów dla Spurs, było naprawdę blisko by wyrwać zwycięstwo samym mistrzom NBA. Co prawda już w pierwszej jego części trochę pomogła absencja Stephena Curry'ego (kontuzjował kostkę w prawej nodze, ta sama, przez którą opuścił niedawno parkiet w Atlancie) ale w decydującej fazie drużyna nie miała odpowiedzi na to jak zamraża i przejmuje mecz Kevin Durant.

KD pokazał dlaczego mógłby być, choć nie będzie MVP sezonu zasadniczego, gdyby to była jego drużyna, a nie Stepha Curry'ego.

SAN ANTONIO 107, GOLDEN STATE 110

W pierwszej połowie Warriors zaczeli wolno, nie w ich stylu dali rozbrykać się ofensywie Spurs, którzy wrócili z okolic -10 z pierwszej kwarcie. Dwa powody dla którego to się udawało: Davis Bertans zastąpił w piątce Pau Gasola (kontuzja barku) w wyjściowej piątce, Spurs byli w stanie zdobywać łatwe punkty w szybkim ataku mając nieco więcej przestrzeni na parkiecie. Davis nie potwierdza tego przez cały sezon, ale jest ogromnym zagrożeniem na dystansie, ładnie egzekwując tej nocy zagrywki po timeoutach. Dodaje ofensywie Popovicha wigoru.

Drug powód to decyzje rzutowe Warriors, które nie należały do najlepszych.

I tak, stracili Curry'ego, grali identyczne minuty rozgrywającym Cookiem aniżeli bardziej pasującym tu Livingstonem, co tylko dawało więcej szans na powodzenie w obronie. Kevin Durant zanotował w meczu 4 asysty, ale miałby ich więcej, gdyby właśnie koledzy to wykorzystywali.

Curry zagrał ledwie dwie minuty w meczu. Klay Thompson miał mecz na +19 ale też ledwie 5-16 z gry, Draymond Green przejął nieco rzutów swojego lidera ale pudłował raz za razem (tylko 1-7 z dystansu) więc Spurs długo byli z przodu, ewentualnie zaraz za Warriors. Spurs zdobyli ostatnich 9 punktów w trzeciej kwarcie i prowadzili 87-78 po trzech kwartach. 

Spurs mają w ostatnich tygodniach doświadczenia i papiery na to by tracić prowadzenie zbudowane do tego czasu i tak też się stało tym razem.

Kevin Durant przejął mecz i nie pozwolił gospodarzom przegrać. Zdobył 14 kolejnych punktów dla Warriors, na dwie minuty przed końcem doprowadzając do remisu, o w ten sposób:

Chwilę później Green dał prowadzenie GSW po odegraniu od Duranta. KD miał dwa rzuty wolne na zamknięcie meczu, idealny nie został i spudłował jeden z nich, dając szansę Spurs na rozegranie akcji po timeoucie. Mimo dobrej pozycji Bryn Forbes będąc niemal na wprost kosza nie trafił.

Durant także urządzął block party z kolegami, miał ich najwięcej w meczu 4 tak samo jak McGee a cała drużyna miała ich 12. Poza statystykami, tylko Rudy Gay (10 punktów) radził sobie z jego długością rok w obronie, bo każdy inny, w tym Bertans oddawał nerwowe rzuty.

DeJounte Murray i jego długość jest nieoceniona, jest bardzo potrzebna tej drużynie tak samo jak jego elitarny poziom zbierania piłek. Jest jednak graczem bez rzutu i bez doświadczenia, czego w ostatnich minutach Gregg Popovich nie chciał zamieniać np. wpuszczając mającego dobry mecz Tony'ego Parkera.

Spurs znów ssali z dystansu, trafiając tylko 6 na 22 za 3. I Kyle Anderson miałby kontrakt jak król w NBA, gdyby tylko był zagrożeniem z dystansu.

Miłego piątku.