Relacje

Wygrana w Windy City

27 listopad 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Wygrana w Windy City

Spurs desperacko potrzebowali zwycięstwa i .... udało się, natomiast Chicago stanęli na wysokości zadania psując wiele krwi Ostrogom i przyprawiając o siwe włosy trenera Popovicha.

Pamiętacie czasy, kiedy to Spurs mieli najlepszą ławkę w lidze? Graliśmy wówczas magiczną koszykówkę i byliśmy w niebie. Myśleliśmy, że ten błogostan nigdy się nie skończy, że ta piękna muzyka będzie trwać i trwać. Jakimi głupcami byliśmy. Obecnie żyjemy w zupełnie innym świecie i mecz taki jak z Chicago, a więc mecz, w którym to zawodnicy rezerwowi ponoszą odpowiedzialność za sukces, rzadko się zdarza. Ławka Spurs zdominowała Bulls. Nie potrzebowaliśmy jakiś heroicznych występów LMA czy DeRozana, nie. Wystarczyło, że Pop dobrze zrotował swoimi ludźmi (może przypadkowo, ale czy to ważne) i wszystko zaskoczyło jak należy. Nasza pierwsza piątka nie miała energii się postawić Chicago Bulls, zespołowi, który nie gra najlepiej, ale dziś to wystarczyło, by przez trzy kwarty móc wytrwać przy Ostrogach napędzając im stracha i wymuszając na Popie zmianę myślenia. Starterzy mieli kłopoty, o tak. Byli jak drużyna grająca przeciwko Monstars. Nie potrafili płynnie grać piłką do koszykówki. Dobrze, że w czwartej kwarcie zły czar prysł i DeMar i LMA powrócili do starej dobrej gry wymieniając kosz za kosz z gorącym jak Missisipi w Ogniu Zach LaVinem. Najśmieszniejsze jest to, że Bulls mogli to spotkanie wygrać, ale los się do nas uśmiechnął i nasz ex-Spur Ryan Arcidiacono nie trafił do kosza (a mógł, doceńmy to). Spurs są bez porażki, gdy Aldridge rzuca w meczu minimum 20 oczek. Dziś nawet nie potrzebowaliśmy zbytnio Rudy Gay’a, ani też trójek Belinelliego – Derrick White grał trochę, Patty Mills też. Dobre wrażenie zrobił po raz kolejny Bryn Forbes – jego energia jest potrzebna Spursom. Więcej o meczu możecie napisać w komentarzach. Następny mecz gramy z Wolves. Już z nimi raz wygraliśmy

Garśc statystyk TUTAJ

Highlightsy z meczu poniżej: