Relacje

Why? Ka-whi. Spurs są 2-0 i idą na Finał Zachodu

9 maj 2014r. dodane przez Paweł Ostrowski

Why? Ka-whi. Spurs są 2-0 i idą na Finał Zachodu

Can't stop addicted to the shin dig - znacie ten fragment? To początek utworu Can't Stop zespołu Red Hot Chili Peppers, prawdziwego klasyku gatunku. Spurs wyglądają właśnie jak uzależnieni. Uzależnieni od ruchu piłki, od perfekcyjnego ataku, od podkręcania tempa a Blazers na tym tle wyglądają na tyle blado, że prowadzili w tej serii tylko przez 16 sekund.

BOX-SCORE

Wiadomo było, że Blazers odpowiedzą i lepiej zaprezentują się niż miało to miejsce w Game 1. Nicolas Batum miał gorącą rękę, Damian Lillard trafił o tablicę wraz z syreną ale dalej mimo wszystko nie prowadzili po pierwszej kwarcie, było 29-26 dla Ostróg. Można było mieć dobre przeczucia.

Portland trafiło pierwszego kosza w drugiej kwarcie zmniejszając prowadzenie do tylko jednego punktu, co podkręciło jeszcze atmosferę w AT&T Center. Wtedy stało się coś pięknego dla wszystkich fanów tej poukładanej koszykówki - zaczęli egzekwować w ataku. Prawdziwa eksplozja koszykówki. 41-23 w reszcie tej części gry na korzyść gospodarzy. Boris Diaw miał pierwsze siedem punktów z rzedu, Marco Belinelli kontynuował swoją przydatność na parkiecie i trafił dwie trójki w kwarcie, Danny Green też dokładał bomby od siebie zanim obrona Portland się zdążyła ustawić. Manu był Iron Manu i używał świetnych zasłon Duncana by otrzymać odpowiednią ilość miejsca do rzutu. 70 punktów do przerwy to najlepszy wynik Spurs w tym roku.

Dlaczego Spurs tak karcą Blazers? Ci drudzy nie potrafią ich zatrzymać. Wszystko zaczyna się od hustle-plays, w których Splitter robi się mistrzem, wygrana deska, kontrolowanie tempa, ponawianie akcji i mistrzowska egzekucja. Powiedzieć, że Kawhi Leonard miał niesamowitą noc to za mało. The Whi był PERFEKCYJNY.

Nie był tylko kluczem do Game 2, był liderem wśród gwiazd. Był jedną z nich. 8-9 z gry, celne wszystkie cztery trójki w tym ostatnia na przypieczętowanie zwycięstwa w czwartej odsłonie, ogromna aktywność na bronionej połowie nieliczona w samych przechwytach, świetny timing, wielki, wielki atletyzm. Mamy nową gwiazdę w San Antonio.

Honey, you should see me in a crown!

Defensywa nie była wcale gorsza. LaMarcus Aldridge miał najbardziej niewpływowy mecz jaki do tej pory widziałem w Playoffach, 17 z 23 rzutów spudłował, to aż się źle ogląda. Robin Lopez zagrał z kolei lepiej niż w Game 1 ale jest zbyt nieopierzony w ataku by przyznać mu więcej zadań w ataku w taką noc jak ta dla Aldridge'a.

Spurs zderzyli się troche z murem gdy zdobyli tylko 17 punktów w trzeciej kwarcie ale sami zatrzymali Blazers na 20 oczkach i było nadal +16 na koniec trzeciej kwarty. Wesley Matthews trafił trafił kilka niezłych rzutów ale reszta Blazers była trzymana brzydko mówiąc za jaja przez obrońców San Antonio.

Na 5:37 przed końcem zrobiło się tylko +8. Blazers pokazali, że nadal mają czym walczyć. Boris Diaw, Manu Ginobili i Kawhi Leonard mieli jednak inne plany, każdy trafił z nich trójkę a Spurs zamknęli mecz serią punktową 15-6 i już nie oglądali się za siebie.

Siedmu Ostróg zdobyło więcej niż 10 punktów i raz jeszcze ławka przekroczyła pułap 50ciu. Tony Parker nazwał to tak - "Our bench is coming alive."

Sam Francuz zacząl mecz 1-8 po tym jak Terry Stotts wysłał na niego Matthewsa, potem trafił 5-5 i bardziej niż jego 16 punktów fascynuje nas jego 10 asyst. 43% z linii to statystyka przerażająća Spurs (tylko 6 na 14) i gdyby tylko mecz był na styku, mielibyśmy na co zwalać.

Aron Baynes zagrał tylko minutę Baynesem w garbage time po tym jak był bestią w Game 1. Nie mam pojęcia co robi Pop ale wygląda na to, że to działa.

Spurs jadą do Portland prowadząc 2-0 i ciężko sobie nie wyobrażać, żeby mieli nie wyciągnąć tam choć jednego spotkania. Tylko 14 na 43 z gry łącznie miała dwójka Lillard-Aldridge i wiemy, że Terry Stotts zrobi wszystko by jeszcze wrócili do żywych ale Blazers ławki nie mają (-Will Barton, who the f*** is Will Barton?) i wygląda na to, że czasem po prostu brakuje im oddechu.