Brak

Warriors o jeden krok od awansu

20 kwiecień 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Warriors o jeden krok od awansu

Ach.... Niestety. To miał być zupełnie inny mecz niż te dwa poprzednie. Nie pomógł nam nawet fakt, że graliśmy w Alamo City, w hali, w której na serio rzadko w tym sezonie przegrywaliśmy. Byliśmy ICE, gdy Warriors byli HOT. 0:3

Trochę highlightów:

Współczuję Spurs. Nie dość, że walczą o śmierć i życie z jednym z najtrudniejszych rywali w lidze, bez swojego niedawnego najlepszego gracza, którego imienia nie będę wspominał, to jeszcze muszą zmierzyć się ze smutkiem i żałobą po odejściu z naszego pięknego świata żony Gregga Popovicha - Erin. Pop nie chciał, by ta bardzo przykra sytuacja nie wpłynęła na morale jego zespołu, na motywację przed ważnym meczem. Gregg odsunął się w cień, chciał, by zawodnicy skupili się wyłącznie na meczu, a nie na nim samym. Oddał ster swojemu przyjacielowi Ettore Messina, dał mu główne wskazówki, podzielił się przemyśleniami, życzył powodzenia. Współczuję Spurs. Przeglądając media społecznościowe i strony internetowe o koszykówce natknąłem się na setki ciepłych wpisów mających wesprzeć Popa w tych trudnych chwilach. To wspaniałe, to dobrze świadczy o ludziach. To był pierwszy taki mecz bez Popa w playoffach od 1996 r. kiedy to z ławki dyrygował jeden pan w okularach często się czerwieniący – Bob Hill. Mecz numer trzy się odbył. Niestety nie wygraliśmy tego pojedynku. Nie pomógł nam fakt, że w końcu rywalizacja przeniosła się do Alamo City, do hali, w której przegraliśmy w obecnym sezonie tylko osiem razy. Nie wiem już sam czy oczekiwałem wygranej, ale byłem pewny, że los może się do nas uśmiechnąć. Stało się zgoła inaczej. Przegraliśmy ten mecz 97:110. Jesteśmy słabszym zespołem, to chyba oczywiste w obecnych warunkach kadrowych. Może znamy odpowiedzi na główne pytania, ale nie mamy sił i potencjału, by to wcielić w życie. Co było przyczyną dzisiejszej porażki oprócz nazwijmy to „problemów rodzinnych Spurs”? Myślę, że bardzo słaba skuteczność rzutów zza łuku – 7/33, co więcej Spurs trafiali z gry tylko 40% swoich rzutów. Warriors grając bez Stepha Curry’ego nie wystawiają do gry klasycznego point guarda. Grają dużo Andre Igoudalą, co powoduje wiele problemów dla naszego młodego Dejounte Murray’a, którego wszystkie atuty (wzrost, zasięg ramion) są zwyczajnie minimalizowane przez brutalną siłę Iggi’ego. Dziwna sytuacja. Manu Ginobili, któremu fani wystawiają w Alamo City billboardy, po meczu, w którym jako pierwszy w historii czterdziestolatek rzucił więcej niż 10 oczek, zaliczył dziś bardzo cichą noc. 0/5 z gry. Zero punktów. Damn. Fajnie zagrał Tony Parker, lecz były to szczyty możliwości naszego Francuza. 16 punktów, w tym 10 w pierwszej połowie (ktoś powie a Lebron to rzucił ostatnio 11 w pierwszej minucie meczu). Przyznam, że równie fajnie było oglądać jego wjazdy pod kosz, tak klasyczne dla TP9. Najwięcej punktów dla Spurs zdobył LaMarcus Aldridge – 18. Jak wiemy nawet jego monstrualne występy nie robią wrażenia na Warriors. Spurs przegrywają z Warriors już 0:3 i są jeden krok (mecz?) od wyeliminowania (zmiecenia). Byłby to drugi sezon z rzędu, w którym Dubs ograliby Ostrogi do zera, a także pierwszy raz, w którym Spurs nie wygraliby meczu w playoffs w erze Popovicha (w 1988 r. przegraliśmy 0:3 z Lakers).