Artykuły

W pogoni za niemożliwym, czyli Spurs vs. Dubs.

13 maj 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

W pogoni za niemożliwym, czyli Spurs vs. Dubs.

Dostaliśmy to, na co czekaliśmy od dawna - pojedynek pomiędzy Spurs a Warriors w playoffs - dwiema najlepszymi drużynami konferencji zachodniej. Stawka jest wysoka - finały NBA. Czy Spurs mają szansę w tej rywalizacji?

Przed rozpoczęciem tego krótkiego sobotniego artykułu przejrzałem zapowiedzi tej serii na kilku portalach, przeanalizowałem też typowania, byłem na stronie Warriors (Golden State Of Mind) i nie mam najlepszych wiadomości. Spurs nie są faworytami w tym pojedynku tytanów Zachodu (dla przykładu niektórzy dają Ostrogom szanse 1:10 na końcowy sukces.....).

Powyższe ma swoje uzasadnienie w fakcie, że w drużynie z Oakland gra aż czterech playerów zaliczanych jednym tchem do creme de la creme ligi - Durant, Curry, Green, Thompson - nie wiem po co to Wam uświadamiam, przecież to są rzeczy oczywiste, o których każdy wie. 

Od 2013 r., a wiec roku, w którym Spurs z Timem Duncanem i Tiago Splitterem w składzie wyeliminowali Warriors z playoffs 4:2 w półfinałach konferencji, zmieniło się w zasadzie wszystko. Dubs z zadziornego uczniaka, który dopiero zaczął orientować się w swoich potencjalnych siłach przeobrazili się w jakieś monstrum rodem z amerykańskich komiksów Marvela, w monstrum dysponującym mega mocami, na które nie ma zwyczajnie rady. Nie dość, że Dubs są w zasadzie nie do zatrzymania w ataku, to jeszcze potrafią kapitalnie bronić. W ataku, jak trafnie napisano na Pounding the Rock, są "Spursami z 2014 r. na sterydach" - klasyczne porównanie, nieprawdaż. W obronie zdecydowanie nie są takimi żelkami jak Houston Rockets, albo przewidywalnymi do bólu Memphis Grizzlies, są zgranym kolektywem krwiopijców, którzy, gdy tylko zobaczą, że masz jakąś słabość, nie żyjesz. Trywialne jest to, co zaraz napiszę, ale Draymond Green, Iggy, KD potrafią bronić - niby widzisz w nich jakieś tam słabostki, ale gdy stawisz im czoło, zwyczajnie odpadasz. Nie wiem czy Spurs stać na przeciwstawienie się szybkości, atletyzmowi, młodości, długości ramion Warriors, jedno jest pewne, Spurs muszą zagrać na swoim najwyższym poziomie, by wyjść z tej serii z tarczą, bez dwóch zdań. 

Musimy mieć świadomość, że nawet jeśli będziemy przegrywać w tej serii 1:3, to i tak możemy ją wygrać ......

Mam wrażenie, że żeby Spurs mogli ograć Dubs potrzebują nie tylko zdrowego, w najlepszej swojej formie Kawhi Leonarda, ale też grającego jak w meczu nr 6 z Rox LaMarcusa Aldridge'a. Mało! Potrzebują też kilku graczy, którzy przeskoczą swój dotychczasowy poziom o głowę. Mało! Potrzebują geniuszu Popovicha, który tak często kwestionujemy na naszym forum. Pop musi wejść do głowy trenera Warriors - Mike'a Browna i wykończyć go psychicznie (groźnie to brzmi). 

Gdzie jeszcze upatruję szanse Spurs? Z tego co kojarzę, to Warriors albo będą grać namiętnie i wykończą Spurs raz, dwa, albo będą grać na granicy znużenia (tak jak bywało w serii z Utah Jazz), wówczas możemy się spodziewać, że Spurs to wykorzystają i wyciągną coś dla siebie.

Jedno jest pewne - Warriors będą musieli ZAPRACOWAĆ na każdą wygraną, na każdą. Mogę się założyć, że Pop będzie krakował Warriors po każdym meczu. Zobaczcie na przykładzie serii z Rox - tam też były wzloty i upadki, jednak Pop i jego team potrafili to wszystko przeanalizować i poprawić, załatać dziury, w konsekwencji wygrać serię. 

Główne założenie jest wiadome (tak mi się wydaję) - wygrać jeden z dwóch pierwszych meczów na wyjeździe i przy stanie 1:1 wrócić do Alamo City. Jak tak by się stało, wówczas można liczyć na wszystko. Nie jest tajemnicą, że Pop > Brown, więc przy stanie 1:1 będzie miało to znaczenie. 

Wydaję się także oczywiste, że Warriors AD 2017 są chyba najlepszym teamem, z którym przyjdzie się zmierzyć w playoffs w erze Popovicha w Spurs. Poprzeczka jest ustawiona bardzo wysoko, gonimy niemożliwe, podążamy za szczęściem. Jesteśmy znów w roli underdoga, co jest dla nas dobre. Lubimy wyzwania. Pop lubi wyzwania. To może być ciekawa seria z wielu względów. Kobiety będą ją kochać, psychofani też, dzieci, a jakże. To jest pojedynek MONSTARS vs. Looney Tunes z Leonardem zamiast Jordana. 

Jeśli mogę napisać o swoich marzeniach, to będę rad. Marzy mi się epicki pojedynek o każdą kroplę krwi w siedmiu odsłonach. Marzy mi się, by ta seria została zapamiętana na wiele, wiele lat jako ta najciekawsza. 

Ciekawe, co by powiedzieli na to fani Warriors, którzy są tak pewni swojej wygranej, że już sobie bukują bilety na Finały. Dupki. Myślę, że Spurs są w stanie TO zrobić, będzie to jednak wymagało, jak pisałem wyżej, wielu szczególnych okoliczności - przecież to jest tylko gra, tu może się wszystko wydarzyć. To Spurs mogą sprawić niespodziankę i jest to dla nas wspaniała sytuacja. To nie my musimy tu coś udowadniać. To Warriors muszą z nami wygrać. My gramy pierwszy rok bez naszego najlepszego gracza w historii zespołu - Tima Duncana i zamiast zrobić krok do tyłu, zrobiliśmy progres. 

Jak Spurs będą grać przeciwko Warriors? Small ball. Nie widzę tu dużego pola manewru z wysokimi Ostróg. Będzie LMA/Gasol i mali. Myślę, że Leo na czwórce, Simms na skrzydle, musimy dostać też dużo minut dobrego, starego Manu oraz liczyć na Patty Millsa oraz młodych, gniewnych DJM i Kyle Andersona. Ciekawe czy Pop da pograć Davisowi Bertansowi, którego spacing, rozmiary mogą być użyteczne. 

Kawhi na Durancie - to może być klasyk. Szykujmy się na to. Ja Cię kręcę - dwa lata porażek - najpierw z Clipps, później z OKC - czekaliśmy na Dubs i w końcu ich dostaliśmy. Jeśli nie teraz to kiedy? No kiedy?

Czy nie byłoby pięknie zagrać w finale przeciwko LBJ i jeszcze raz pokazać mu, co oznacza teksańska miłość? 

Założyłem się z kumplem, że LBJ nie wygra w tym roku mistrzostwa mając w głowie przed rozpoczęciem sezonu gran finale Cavs ze Spurs (a nie z Dubs). Trzymam się tego.

Co o tym sądzicie?

Mecz nr 1 zaczyna się o 21,30 w niedzielę, 14 maja. Transmisja jest w Canal Plus, NBA LP i zapewne w wielu komputerach w Polsce. Trzymajmy kciuki za Spurs, bo teraz może się zacząć nasza wspaniała podróż. Czas pokaże!