Relacje

Tym razem Boston okazał się lepszy..

10 listopad 2019r. dodane przez Michał Boguś

Tym razem Boston okazał się lepszy..

Spurs kontra bardzo mocny Boston. Tym razem za mocny..

San Antonio Spurs 135 – 115 Boston Celtics

Pierwsza kwarta zaczęła się od mocnego uderzenia gospodarzy (7-0), cieszyła aktywność po obu stronach parkietu Forbesa. Wynik dla Celtics podgonił dobrze dysponowany Brown. Mocny run 16-3 dla Celtów przyniósł zmianę pierwszej piątki. Dobrą zmianę dali Mills oraz White zdobywając na przemian 10 punktów drużyny. Martwi obrona linii za 3 punkty, Boston zaliczył w tej ćwiartce 6/10!!

Druga kwarta to problemów w obronie ciąg dalszy. Wymuszający faule i perfekcyjnie wykonujący rzuty wolne DeRozan ciągnął atak, natomiast defensywa dawała się penetrować w każdym możliwym kierunku. Dobrze dysponowani Smart, Brown i Theis spowodowali, że Boston odskoczył na 16 punktów (50 – 34). Po tym nastąpiła wymiana ciosów, Spurs odpowiadali na trafienia Bostonu (szalał Marcus Smart 4/8 za trzy w dwie kwarty) między innymi poprzez trafienia Millsa, Belinellego i Carrolla który swoją drogą dał przyzwoicie dobrą zmianę. Kwarta, tak jak i połowa meczu zakończona wynikiem 72 – 54. Panowie, 72 stracone punkty w dwie kwarty…. tak po prostu nie wypada grając u siebie! Warto dodać smutną linijkę LaMarcusa który w czasie prawie 15 minut zaliczył 1/2/1 na skuteczności 0/3 z gry.

Trzecia kwarta, dokładnie sam jej początek przyniósł rekordowe prowadzenie Bostonu liczące 20 punktów. Punktujący Brown, odpowiadający Forbes i DeRozan. Widowisko smutne dla sympatyków Spurs. Defensywa powiedzieć, że niezorganizowana to mało. Boston w połowie 3 kwarty miał na koncie 88 punktów. Przewaga stopniała chwilowo do 12 punktów, przy czym Spurs zaliczyło w tej kwarcie 6/8 za trzy. Problemem było, że Boston ani myślał zdejmować nogi z gazu kończąc kwartę wynikiem 104 – 91. Przez chwilę patrząc na wynik myślałem, że już koniec meczu… Trochę się jeszcze będę pastwił nad LaMarcusem, który linijkę swą poprawił, zdobywając w czasie 23 minut 3/4/2...

Czwarta odsłona meczu to kontynuacja przewagi Bostonu tak zwane dopełnienie formalności, dobrze pokazał się Robert Williams. Przewaga urosła do 21 punktów. Pod kontrolą Bostonu, wynik dowieziony do końca. 

Smutny mecz. Smutny bo przegrany, smutny bo defensywa wyraźnie nie chodziła jak trzeba, smutny jeszcze z powodu formy LaMarcusa oraz Dejounte. Dobrym duchem drużyny z pewnością był Patty Mills, trafia wtedy kiedy ma trafiać, wymusza faule. Myślę, że gdyby nie on w dzisiejszym meczu byłby spory problem na jedynce, przy fatalnej dyspozycji Murray'a który zagrał podobnie do LA zaliczając 4/6/3 w niespełna 19 minut na parkiecie. Brak wsparcia dla DeRozana oraz Millsa właśnie spowodował, że czwarta porażka w sezonie stała się przykrym faktem. Pozostaje czekać na kolejny mecz.