Relacje

Twarda postawa Ostróg po obu stronach parkietu w derbach Teksasu

11 listopad 2018r. dodane przez Paweł Ostrowski

Twarda postawa Ostróg po obu stronach parkietu w derbach Teksasu

Zła seria przerwana. Po dwóch porażkach z rzędu, po wielu głosach, że Spurs są 'soft', w meczu zdziesiątkowanych zespołów to właśnie ekipa Gregga Popovicha wyglądała na bardziej zdeterminowaną i skupioną. I choć mecz był momentami bardzo brzydki, 96-89 wygląda jak wynik Euroligi a nie obecnego NBA, to liczy się powrót na dobrą ścieżkę.

HOUSTON 89, SAN ANTONIO 96

Spurs podchodzili do tego spotkania jako drużyna w NBA nr1 pod względem popełnianych fauli i strat. Nie wyglądało tak jednak w pierwszych dwóch kwartach, bo tracili ją gracze co chwila (12 razy) i aż 21 razy Rockets stawali na linii. Na szczęście, rzeczy zmieniły się po przerwie i stracili łącznie w calym meczu 15 razy piłkę. 

Rockets, to nadal nieco zagadkowy zespół. Warriors robią wszystko, by zachować co roku trzon, zmienników, atmosferę, zatrudniających tych samych ludzi, od tych samych zadań. To drużyna-ewenement w tej lidze i dużo oczekiwano od Houston, że po tak dobrym, równym sezonie gdzie byli o włos od wyeliminowania GSW w Finałach Konferencji, zrobią wszystko by być jeszcze lepsi.

Tymczasem, Rockets się osłabil. Rockets nie prezentują podstaw - Mike D'Antoni ma problem. W obronie stracono tożsamość, stracono podstawowego skrzydłowego Trevora Arizę, są na 28 miejscu w NBA pod względem % z dystansu, a to był kluczowy, wręcz nieoddzowny punkt ofensywy trenera D'Antoniego. Spurs w tym meczu mieli 10 więcej celnych trójek.

Np. taki James Harden, miał 25 punktów, ale 10 z nich było z linii, mając tylko 1 celną trójkę na 13 oddanych prób. WOW.

Season-low, 13 punktów DeRozana, ale też najwięcej w zespole, 11 zbiórek. DeRozan oddaje nieco piłkę Derrickowi White'owi i uczą się panowie wspólnej gry. Bryn Forbes (13 punktów, 5 zbiórek), porusza piłką coraz lepiej w ataku, nawet dobre minuty Quincy Pondextera choć czasem zbyt agresywna obrona na Hardenie. Chimezie Metu miał sporo minut w meczu pod nieobecność Pau Gasola i Jakoba Poeltla, ale wniósł dużo więcej chaosu niż pożytku.

Gdy pod koniec trzeciej kwarty Pop posadził na ławkę Aldridge'a, Spurs mieli kilka punktów wypracowanej przewagi. Wtem, Metu miał fatalną sekwencję - nie poszedł postawić zasłony Belinelliemu, przez co Włoch oddał fatalny, nieprzygotowany rzut, w obronie pozwolił do dwóch ofensywnych zbiórek, potem znów nie zagrał w akcji dwójkowej z Marco, Rockets znów na nim zdobyli punkty w pomalowanym, a potem podał do zawodnika w rogu, w aut. W mig straciliśmy prowadzenie i dobrze, że od razu czwartej części meczu desygnowany był Aldridge.

A ten, był tym razem maszyną, 27 punktów i 10 zbiórek. Dzięki niemu wynik 'płynął' do przodu.

White, Mills, Forbes, DeRozan i Aldridge zamknęli mecz serią 10-4, stojąc w obronie razem. Razem. 

7-4 Spurs, ale kolejnych 8 z 10 meczy będzie granych na wyjeździe, wszystko na przełomie 16 dni.