Relacje

Trzecia porażka z rzędu. Tym razem mocniejsza była ekipa z Chicago.

28 styczeń 2020r. dodane przez Dominik Prusak

Trzecia porażka z rzędu. Tym razem mocniejsza była ekipa z Chicago.

Mecz w United Center miał być przełamaniem po porażkach z Toronto i Phoenix. Mimo prowadzenia przez większość spotkania musieliśmy uznać wyższość Byków.

Oczywiście w dzisiejszym spotkaniu nie wystąpił LaMarcus Aldridge, którego godnie zastąpił Jakob Poeltl (16pkt/13reb), ale myślę, że do wygranej zabrakło nam obecności naszego stałego startera. Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana, ale dobra końcówka w wykonaniu m.in. Rudy'ego Gay'a pozwoliła wyjść nam na siedmio punktowe prowadzenie. Niestety nie trwało to długo i po dobrej odsłonie po stronie Chicago kończyli pierwszą połowę z przewagą dwóch punktów.

Trzecia kwarta należała do San Antonio, którą wygrali 37-25 co dawało wielkie nadzieję przed ostatnią odsłoną. W dodatku Demar DeRozan i Patty Mills byli w fantastycznej formie. Ten drugi dzisiejszej nocy zaliczył 25 punktów w tym 6/12 trafionych rzutów za 3. Jednak znów w czwartej kwarcie zabrakło koncetracji i w połowie ostatniej odsłony Chicago wyszło na prowadzenie za sprawą trójki Luki Korneta. Grę gospodarzy w ostatniej kwarcie prowadził Zach LaVine, który został jednak odciążony, bo aż siedmiu zawodników Chicago zaliczyło dzisiaj dwucyfrową ilość punktów.

Końcówka była emocjonująca na 8 sekund przed końcem DeRozan doprowadził do remisu 108-108. Następnie sędziowie przyznali rzuty osobiste dla Lavine'a co doprowadziło Gregga Popovicha do złości. Jednak wciąż ostatnie posiadanie należało do San Antonio. Tym razem na lini stanął DeRozan, który po trafieniu pierwszego rzutu chicał zakończyć mecz celowo podłując, jednak dobitka okazała się nieskuteczna i tak o to Spurs doliczają kolejną porażkę do swojego bilansu.

Czy uważacie, że decyzja DeRozana o próbie rzutu na zwycięstwo była dobra, czy może powinien jednak spokojnie rzucić na remis i powalczyć w dogrywcę?