Artykuły

To nie jest prima aprilis, Lakers wygrali ze Spurs!

6 kwiecień 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

To nie jest prima aprilis, Lakers wygrali ze Spurs!

Niby odpoczywający Spurs przegrali z niby tankującymi Lakers 95:102, to nie jest nawet śmieszne.

SPURS : LAKERS 95:102

Wytłumaczcie mi proszę, po co Pop forsuje swoich najlepszych graczy w drugim meczu z serii  back to back, w meczu, dodajmy, bez znaczenia dla Ostróg? Spurs złapali przysłowiowy "choke" w pierwszej kwarcie, napiszę więcej, w pierwszej połowie. Lakers robili wszystko, co chcieli. Zbierali, skakali do piłek, robili fajne do oglądania akcje, a Spurs się zwyczajnie męczyli. I nic nie osiągnęli swoim staraniem. Lakers wygrali, a mieli przegrać.

Zostało nam kilka meczów do końca sezonu. Nie możemy spróbować dać nieco więcej luzu głównym graczom, zwlaszcza, że czeka nas ciężki, wyczerpujący fizycznie pojedynek z Grizzlies w pierwszej rundzie play-off. Nie lepiej być na świeżo? Spróbować grać drugim składem przy niewielkim udziale głównego "rdzenia"?

"I'm pretty sure I'm going to keep playing games, I don't want to fall out of rhythm," rzekł Leo. "But that's up to (Popovich) and we'll see what happens."

Leo chce grać, tak samo LMA. Nie chcą stracić rytmu. Co więc robić? Oczywiście, dać im grać, ale chyba odpuścić im występy w meczu back to back z tankującym rywalem. 

Zostawmy już te pretensje na boku i skoncentrujmy się na tym, co wydarzyło się w Alamo City. Lakers zrobili blow w pierwszej połowie i wygrywali już 26 punktami. Po przerwie Pop postanowił więcej nie grać LMA i Leonardem.

Dziwi mnie ta wygrana LA, zwłaszcza, że na szali jest ich pick w nadchodzącym drafcie (muszą być w trójce najgorszych drużyn, by móc ów pick zachować i nie oddać go 76ers - najprostszymi słowami pisząc). Fani się nie cieszą, zaś Tyler Ennis tak. Młody Laker, który w meczu ze Spurs zaliczył swój pierwszy start w barwach LA (w miejsce kontuzjowanego D'Angelo Russella), rzucił 19 punktów i miał wiele radości z tej gry. Zresztą Tylera nie interesuje tankowanie.

"Coach (Walton) wants us to go out there and win. I don't think any coach is going to make you go out there and lose a game. I don't really care what the fans say about winning or losing games. I'm going to go out there every night and try to win."

Tak więc, Lakers tankują, ale tego nie chcą, ale muszą. Nie rozumiem.

Na koniec dodam, że ta wygrana LA przerwała serię ośmiu porażek ze Spurs. 

W meczu nie zagrał też Manu, który daje odpocząć swojemu czworogłowemu. Mięśniu :)

Spurs koncentrują się na pierwszej rundzie play-off i za dwa dni zagrają z Mavs, czyli będzie ciekawie.