Relacje

Spurs przegrali z Blazers 92:103

13 maj 2014r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Spurs przegrali z Blazers 92:103

Blazers odegrali się na Spurs za trzy wcześniejsze blowoutty i pokazali klasę przed własną publicznością zgromadzoną w Moda Center, odnosząc zwycięstwo 103:92 i chroniąc się przed klasycznym sweepem 0:4. Spurs walczyli ze słabą skutecznością, zaś Blazers zostawili Świetliste Smugi na firmamencie.

BOX-SCORE

To, że wracamy do San Antonio na mecz numer pięć będzie winą całego zespołu i temu, któremu się coraz bardziej dostaje - Greggowi Popovichowi. Słabe zaangażowanie graczy, wygrywane piłki 50/50 przez nas zostały odpuszczone, Nicolas Batum z Robinem Lopezem grał dwójkowe akcje pick&pop w czym Spurs niekoniecznie przeszkadzali a jeśli już to faulowali, agresja z piłką Damiana Lillarda i wyciągniętego z ławki Willa Bartona daje w efekcie jeszcze jeden, piąty mecz tej serii.

Portland miało siedem strat już w pierwszej kwarcie, co mimo wszystko trzymało Spurs w grze przy tylko 38% z gry (Blazers 60%) na 29-24. W rewanżu Ostrogi zaczeły być mało skrupulatne w swoich akcjach, oba zespoły biegały po parkiecie w lekkim nieładzie i bez jakichś konkretnych zagrywek. Diaw i Belinelli dbali o punkty dla San Antonio a jeszcze raz, Barton niwelował straty jakim jest niewątpliwie nieobecność Mo Williamsa na 17 punktów z 12 rzutów.

W trzeciej rzeczy zaczęły się sypać. Starterzy Spurs byli gorsi od starterów Blazers, po raz pierwszy w tej serii i to była kwintesencja meczu poniedziałkowego. Green i Splitter nie byli wykorzystywani w ataku, Leonard i Duncan nie kończyli swoich akcji a Parker był niepewny by pociągnąć za spust. Niemoc San Antonio zdarzyła się w tym samym momencie co wskrzeszenie gry gospodarzy. 

Ruch piłki zaczął działać jak należy, trójki zaczęły wpadać i w trzeciej kwarcie Nic Batum trafił dwie trójki w tym jedną z faulem na 69-61. Do zabawy dołączył Damian Lillard (25 punktów, 11-21 z gry) trafiając jedną od siebie i podwyższając prowadzenie do 14stu zaraz po tym jak Thomas Robinson zakończył akcję z góry. Momentum było zdecydowanie po stronie gospodarzy. Spurs nigdy już nie weszli na ten poziom intensywności co w poprzednich trzech meczach.

Manu Ginobili był okropny tej nocy i jeżeli ktoś z graczy Ostróg potrzebuje odpoczynku to jest to z pewnością Argentyńczyk.

Czy jest czym się martwić? Nie sądzę, przynajmniej nie teraz. Tylko trzy drużyny w historii doprowadziły do siódmego meczu ze stanu 0-3, nikt z kolei takiej serii nie wygrał. Spurs w środę nie mogą zacząć 1-9 za trzy przez pierwsze 36 minut. Spurs powinni poszukać krwi w następnej nadażającej się okazji, tak jak zrobili to z Dallas w zamykającym meczu.