Relacje

Spurs ogrywają Pelicans 98:93

16 marzec 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Spurs ogrywają Pelicans 98:93

To była dobra noc dla Ostróg - wygrana przeciwko drużynie, która przy dobrych wiatrach może być rywalem Spurs w pierwszej rundzie playoffs, cieszy w tych trudnych czasach.

Nie ukrywam, że potrzebowaliśmy tej wygranej jak ryba wody. Spurs postawili kolejny krok w kierunku awansu do playoffs pokonując bardzo niewygodnego rywala, który zawsze sprawiał nam wiele problemów (pamiętacie porażkę, która spowodowała, że natrafiliśmy w pierwszej rundzie playoffs na Clippers? Tak, przegraliśmy wówczas ostatni mecz sezonu z Pels).
Spurs zagrali dziś wystarczająco dobrze, by wygrać i to jest najważniejsze. Twarda obrona, pełna mobilizacja weteranów, procentujące doświadczenie, wszystko to przyniosło dobry rezultat. Owszem, nie uchroniliśmy się od klasycznych błędów, które spowodowały, że wypracowana kilkunastopunktowa przewaga stopniała jak lodowce skandynawskie podczas glacjału północnopolskiego (co ja piszę). Tak, Pels zdołali wrócić do gry w czwartej kwarcie i wyrównać. Byłem przerażony, jednak to Spurs zadali końcowe ciosy i chwała im za to (ciekawe czy byłoby tak samo, gdyby lider Pels – Anthony Davis – nie zszedł z parkietu po swoim szóstym faulu). 
Dzięki tej wygranej i wskutek porażki Clippers z Rockets, Spurs wskoczyli ponownie do pierwszej ósemki Zachodu. Miejsca 4-10 to tak naprawdę jeden kocioł, każda wygrana się liczy. Nie wiem jak Wy, ale ja codziennie sprawdzam wyniki i czekam na porażki naszych rywali. Dziś cieszyłem się jak dziecko z wygranej Spurs i …. z porażki Clippers. 
Wracając do meczu – brawa należą się zarówno LaMarcusowi Aldridge’owi (25 punktów) oraz naszemu młodemu rookiesowi D-Murray’owi (18 punktów, 7/9 z gry plus 12 zbiórek, 4 przechwyty). Murray nie mógł pokazać nam całego dobra, ponieważ musiał zejść z parkietu po, miejmy nadzieję, lekkim podkręceniu kostki w czwartej kwarcie (chwilę po tym zajściu stał normalnie, chodził). Żeby było mało, to Danny Green też doznał urazu – rozciął sobie skórę pod okiem (kilka szwów) – uderzenie łokciem A-Davisa. 
Manu Ginobili też zagrał bohatersko – w sumie to jemu możemy zawdzięczać kilka fauli Anthony’ego Davisa – w tym w ataku (szarża), kolejny piąty faul Davisa), faul techniczny Alvina Gentry (po tym piątym faulu). Manu zaliczył też blok na Davisie, rzucił sporo punktów w trzeciej odsłonie i był sobą (przywódcą, mentorem itp.).
Te dwie wygrane z rzędu przypomniały mi, że Spurs stać na dobrą grę, widać, że pełna mobilizacja działa jak lekarstwo – ciekawe na jak długo to wystarczy – przed nami mecz z Wolves, który bezsprzecznie musimy wygrać – dalej spotkanie z Dubs (które bezsprzecznie musimy spróbować wygrać), następnie kilka meczów (które bezsprzecznie też musimy wygrać). Zobaczcie, ile czeka nas emocji w marcu i kwietniu. Kto by się tego spodziewał!

Trochę highlightów z nocy: