Relacje

Spurs na 10. miejscu w Konferencji

13 marzec 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Spurs na 10. miejscu w Konferencji

Spurs zaliczyli tzw. "reality check", po tym jak dostali ostre lanie od najlepszego zespołu ligi (choć niektórzy nie biorą Rox poważnie jako pełnokrwistych rywali Warriors). Niemniej, Spurs przegrali w Houston 93:109 i spadli poza pierwszą ósemkę Zachodu.

Porażka z Rockets była do przewidzenia, zwłaszcza jeśli znamy obecne problemy Spurs (brak najlepszych graczy, nienajlepsza forma pozostałych, trudny terminarz, brak światełka w tunelu) i doceniamy kunszt naszych przeciwników (drużyny, która jest w pełnym gazie, ma w składzie przyszłego MVP sezonu, gra basket przyszłości = trafia więcej trójek niż rzutów za dwa punkty, ma kapitalny bilans, jest przepełniona świetnymi graczami itd.). Nie odczułem bólu po tej porażce, wiedziałem, że ona stanie się faktem. Wskutek tego mamy bilans 37:30 i zajmujemy 10 miejsce na Zachodzie (znaczy 8. ex aequo z Jazz i Nuggets). Jakie to dziwne wrażenie, gdy patrzymy w tabele Zachodu i w pierwszej ósemce nie ma Ostróg. Przyznam, że jestem fanem Spurs od ponad 20 lat i podobne uczucia przejawiały się u mnie dwukrotnie – pierwszy raz jak Spurs zostali zmiażdżeni przez Rockets w finałach konferencji bodajże w 1996 r., drugi raz w 1997 r., gdy Ostrogi wygrały 21 meczów w sezonie regularnym. Wówczas będąc nastolatkiem płakałem do poduszki, a świat wydawał mi się tak niesprawiedliwy. Dziś czuję się podobnie – cholernie źle, nie chcę płakać, jestem zwyczajnie wkurzonym dorosłym facetem, który odczuwa wielki zawód. 
Houston nie miało problemu z pokonaniem Spurs, to fakt. Ciężko dobrze wejść mecz, jeśli piłka zwyczajnie nie chce wpadać do kosza (skuteczność Spurs w pierwszych minutach meczu nie przekroczyła chyba żałosnych 10%). Na szczęście wraz z upływem czasu Spurs wrócili do swojej gry i do trzeciej kwarty jakoś to szło.
W trzeciej odsłonie Rockets odlecieli w kosmos zostawiając nas w naszych samochodzikach na pedały gdzieś pośrodku placu zabaw. James Harden rzucił osiem punktów z rzędu a Rox zrobili przyjemny dla oka „run” 16:4 nie dając szans zagubionym Ostrogom (82:57).
Jeśli mogę pochwalić kogoś z ekipy Srebrno-Czarnych to musi to być Brandon Paul, który był odpowiedzialny za krycie Jamesa Hardena. I robił to na serio bardzo dobrze. Świetnie spisał się także Derrick White i Davis Bertans. Pierwszy pokazał swoje umiejętności strzeleckie, dodatkowo nie będąc zerem w obronie, drugi zaś błysnął właśnie w defensywie – stawiając czoło najlepszym graczom Rox.
Przed nami dwa mecze, które, jeśli chcemy w ogóle myśleć o playoffach, musimy wygrać – dziś gramy z Magic, a parę dni później z Pelicans. Orlando Magic już raz zdołali ograć Spurs, zaś mecze z Pelicans nigdy nie są łatwe. Plotki głoszą o rychłym powrocie Leonarda do składu Spurs już na mecz z Nowym Orleanem. Pytanie jest jedno – czy Kawhi zdąży zasymilować się z drużyną mając zaledwie kilkanaście meczów do końca sezonu. Na dobitkę, absencja Leonarda nie jest jedynym problemem Spurs – nadal do składu nie wrócił LMA i Pau Gasol, Rudy Gay nie może znaleźć swojej dawnej formy sprzed kontuzji, rozwalamy relatywnie wysokie prowadzenia w ostatnich kwartach meczów, nie mamy szczęścia itd. 

Nieco highlightów w nocy: