Relacje

Rockets za mocni na Spurs bez trójek

2 luty 2018r. dodane przez Paweł Ostrowski

Rockets za mocni na Spurs bez trójek

Spurs bez swojego najlepszego defensora na Jamesa Hardena, Rockets bez swoich dwóch strzelców z dystansu. Obecnie zasłużenie zespół prowadzony przez Mike'a D'Antoniego zajmuje wyższe, drugie miejsce w konferencji zachodniej, z nadziejami na pierwsze. Jeśli San Antonio dociągnie sezon na trzecim miejscu, prawdopodobnie spotkamy się z nimi już w drugiej rundzie Playoffów i to może nie być 4-2 dla nas. Może nie być nawet blisko.

Może nie być nawet blisko, bo pierwszy mecz zakończył się 109-124 na korzyść Rakiet. Ostatniej nocy...

SAN ANTONIO 91, ROCKETS 102

To byli nieco bezradni Spurs. Dlaczego bezradni? Spurs z wyjsciową piątką, owszem, zmieniającą się, nie są mistrzami mocnego startu. Ofensywa tylko momentami czuje swoje przewagi, do pierwszego timeoutu rzadko osiągamy przewagę, jeśli w ogóle. Staramy się stać na nogach przy rywalu, ręce do góry, kontestować rzuty, bloki z pomocy. Obrona pick&rollu Gasola zostawia wiele do życzenia ale z kolei Spurs lubią grać dwójką Gasol i Aldridge w parze w atau. Ten mecz pokazał, że tak będziemy grać ale jeśli sami potrafimy narzucić tempo gry.

Z Rockets nie ma takiej siły, no może poza ubiegłorocznym Game6, który zdziwił nas do potęgi, byśmy to my kontrolowali tempo.

Rockets grają od kilku spotkań bez kontuzjowanego Trevora Arizy, w jego miejsce wprowadzony jest weteran Luc Mbah a Moute i niestety krycie jest złe. W pierwszej kwarcie Gasol gania za Andersonem za obwód, który otwiera ultraspacing dla Rakiet, a Aldridge nie masuje się z Capelą w środku. Nie robi tego, bo Capela nie lubi tego robić. Capela woli zrobić z piłką dwa kozły do przodu i trafić layupem o tablicę. Albo i nie. Albo skończyć lob. A ma przez kogo być obsługiwany. 

Nie sądziłem, że dożyję czasów, że James Harden robi mecz na 11 asyst a Chris Paul na 2. 

Do tego wszystkiego, Spurs tracą rotację, starają się rotować ale są wiecznie spóźnieni. Stąd głównie powstała przewaga dla rywala, której nie oddali do końca meczu. Co w ataku?

Mam problem z tą piątką z Dejounte Murray'em, bo:

a) Murray nie ma rzutu z dystansu i nie polepsza spacingu, utrudnia grę dla wysokich (Aldridge lubi twardą obronę, ale bez przesady, często był podwajany ale Spurs nie potrafili zrobić z tego przewagi, bo nasz nowy PG raz jeszcze - nie grozi rzutem, cała obrona Rockets zdąży wrócić na miejsce)

b) Murray nie ma rzutu z półdystansu - ma się od kogo uczyć, co tam na ławce robi mistrz pick&rolli i król półdychy, Tony Parker?

c) Murray w meczu z Rockets nie robił tego, co zatem powinien i co umie robić - wbijać się z piłką agresywnie pod kosz i floaterami, bądź o tablicę kończyć, oddawać rzuty. Niestety, za niego musiał to robić to Danny Green - aż 18 oddanych prób Greena, połowa celnych, 22 punktów w meczu, jeden z lepszych w meczu (mecz szybciej byłby zamknięty gdyby nie DG).

Spurs mieli raptem 14 punktów w pierwszej kwarcie i Rox kontrolowali mecz od jego otwarcia do zakończenia.

A kiedy w czwartej kwarcie lineupem bez Murray'a Spurs zrobili 24-11 serię punktów i było -6, Gregg Popovich wrzucił z powrotem Murray'a na parkiet. Nie mogło się to udać.

Ogółem Gregg używał swoich PG w różnych konfiguracjach, Murray'a rzucił na start, Parkera na przełomach kwart, nigdy ich nie kończył, Millsa na samą końcówkę meczu a wcześniej grał w parze z Dejounte. Trener też nie tak chętnie korzysta z obrony Danny'ego Greena na najlepszym zawodniku rywali. Tutaj długie fragmenty Hardena krył Kyle Andersona. Całościowo nie było źle, tu przechwyt, tu zmuszenie do oddania piłki, Kyle mecz na plus (dziś 7 punktów) natomiast co Harden robił po switchach z LaMarcusem Aldridgem po stepbackach...

Manu Ginobili miał 3 asysty, tyle samo bolących strat niestety w podaniach do nikogo i aż 4 faule. Nie czuł się na tle tych Rockets jak młodzieniaszek.

Powiększyła i zakreśliła się spora różnica między 2 a 3 spotem w konferencji. Pilnujmy punktu gdzie jesteśmy. Kawhi, co z Tobą koleżko..