Relacje

Relaks na Florydzie

16 luty 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Relaks na Florydzie

Orlando Magic, zespół, który miał w składzie młodych gniewnych, dziś przypomina rzadką zupę w przydrożnym CPNie podaną w plastikowym talerzu z jednym kawałkiem kiełbaski. Sami sobie zgotowali ten los.

SPURS : MAGIC 107:79

Kilka rzeczy tytułem wstępu – niekoniecznie o meczu w Orlando.

Jak to się stało, że na All – Star Game jest czterech graczy z Warriors, a my, drugi zespół w lidze, mamy tylko jednego? LaMarcus Aldridge jest tym faktem zdegustowany, ale mówi, że nie jest zły. Zmyślając nieco LMA powiedział „I’m not fucking mad at all”. Prawda jest jednak taka, że, moim skromnym zdaniem, LA nie zasługuje swoją grą na występ w tym show (nie jest to hejt, nie mam nic do LaMarcusa, szanuję go jako gracza itd.). Już bardziej El Manuel powinien się tam znaleźć, gdyż przeżywa swój renesans w wieku prawie 40 lat i prawdopodobnie ostatni swój taniec w NBA (już parę razy o tym pisałem).

Włodarze Spurs podpisali do końca roku weterana rodem z Miami Heat (tak, tego teamu, który raz nas powstrzymał przed zdobyciem Tytułu a rok później już wąchał kwiatki od spodu pod ziemią nasypaną przez walec Alamo Boyz) – Joela Anthony’ego. Jak dobrze wyliczam – Joel jest 15 podpisanym graczem Spurs. Co spodobało się najbardziej w osobie Anthony’ego – pewnie ta sytuacja z Gasolem, ale chyba bardziej jego twardość i niespotykana w tym wieku zaciętość i niezłomność. Przypomnę, że Joel brał udział w campie Spurs przed sezonem, a 2 lutego skończył się jego 10-dniowy kontrakt z SA. Why not?

Orlando Magic. Zespół, który wszedł do finałów w roku Hakeema Olajuwona i jego Rockets. Shaq i Penny nie zdołali wygrać meczu w tej rundzie i zostali zmieceni z powierzchni ziemi (co by było, gdyby Anderson trafił te rzuty wolne w game 1?).

Orlando Magic. Zespół, który wypuścił z rąk własnych Shaqa i niemalże pozyskał ze Spurs Tima Duncana.

Orlando Magic. Zespół Stana Van Gundy, który z Supermanem, Hedo Turkoglu i MG 13 na pokładzie w 2009 r. wbił się na pełnym gazie do finałów i został powstrzymany przez geniusz Kobe Bryanta i Pau Gasola.

Orlando Magic. Zespół, który po ówczesnych finałach wpadł w dziurę czasoprzestrzenną i krok po kroku zaczął się z niej wydobywać zaczynając w zasadzie od samego początku. Postawił na młodość i energiczność. Sam zacząłem wierzyć w te przemiany i oczekiwałem powiewu świeżego powietrza znad Florydy. Victor Oladipo, Aaron Gordon, Tobias Harris, Nicola Vucević, Elfrid Payton czy Mario Hezonja mieli być zalążkiem czegoś naprawdę ciekawego, nowego.

Niestety, z tych planów nic nie wyszło. Magic wysłali do Thunder Oladipo, Donatasa Sabonisa i Ersana Ilyasova za Serge’a Ibakę, który parę dni temu został oddany za Terrence’a Rossa i jakiś daleki pick w drafcie do Raptors. Jak dla mnie, to się nie sumuje, nie ogarniam tego.

Dziś Magic są zespołem, który turla się powoli w dół i chyba nic nie jest w stanie tego powstrzymać. Szkoda tego potencjału.

Po tych wszystkich perturbacjach, Magic zagrali dziś ze Spurs i zostali zmiażdżeni. Zgodnie z przewidywaniami.

Pisząc o Magic myślałem o Spurs i doceniałem naszą pozycję, de facto, wypracowaną przez lata. 20 sezon z rzędu mamy więcej zwycięstw niż porażek. Mądrą, póki co, filozofię wymian, wyborów. Jasno określony cel i politykę przemian. Panowie i Panie, jesteśmy w czepku urodzeni.