Brak

Przed serią z Memphis Grizzlies

14 kwiecień 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Przed serią z Memphis Grizzlies

Huuuurraaaa! Przed nami crème de la crème koszykówki NBA, czyli playoffy! Zapnijmy pasy, ponieważ w pierwszej rundzie zagramy przeciwko naszym odwiecznym rywalom z miasta Elvisa Presleya, Eightballa i MJG, przeciwnikom wagi ciężkiej, grit and grind - Memphis Grizzlies!

Jeśli zamkniemy oczy i pomyślimy o Memphis, to zapewne zobaczymy Marca Gasola i Z-Bo przepychających się w trumnie, Tony Allena grającego twardą obronę oraz Mike’a Conley’a, który napędza cały ten interes. To wszystko okrasimy problemami ze zdobywaniem punktów zza łuku oraz graniem powolnej, nieco monotonnej koszykówki rodem z lat 90. Ubiegłego wieku. 

Panowie i Panie, pora zmienić to wyobrażenie, ponieważ Grizzlies pod wodzą nowego coacha Davida Fizdale’a odświeżyli swój styl gry, zresztą trener zrobił kapitalną robotę, by wydobyć z każdego zawodnika Miśków to, co najlepsze.

Przez powyższe zmiany Grizzlies stali się zespołem bardziej nieobliczalnym i nieszablonowym oraz, zdaje się, bardzo dobrze skrojonym, by skopać tyłki faworyzowanym przez większość Spursom. 

Zresztą Miśki, podobnie jak w sezonie 2010/2011, kiedy to sensacyjnie ograły Spurs 4:2 w pierwszej rundzie playoffs, ewidentnie chciały trafić na zespół z Teksasu. Od tamtego czasu jednak wiele się zmieniło (np. nie ma już w składzie Ostróg Tima Duncana, Gary Neala czy Richa Jeffersona, heh) i Spurs wygrali z Grizzlies 26 razy przegrywając tylko sześć meczów (dodam też, że w playoffs od tamtej rzezi jest 8:0 dla Alamo Boys).

To, że Grizzlies chcą grać ze Spurs nie wynika z ich jakichś ukrytych, tajnych mocy, lecz w porównaniu z innymi zespołami z czołowej piątki Zachodu, to właśnie ze Spurs radzili sobie wystarczająco dobrze, by mieć nadzieję na sprawienie kolejnej niespodzianki. 

Przypomnę tylko, że w sezonie regularnym Spurs zremisowali z Miśkami 2:2 i dodam, że były to twarde jak miesięczny mazurek wielkanocny pojedynki. Ostatni mecz pomiędzy tymi zespołami zakończył się wygraną Alamo Boys dopiero po dogrywce. 

Czemu Spurs męczą się z Grizzlies? David Fizdale to cwany lis. Przesunął Zacha Randolpha na ławkę, popracował z Marc Gasolem nad jego umiejętnością rzucania do kosza spoza odległości półkola bez szarży, dodał do składu spadochroniarza JaMychala Greena, którego wszechstronność dała więcej możliwości w ofensywie Mike Conley’owi. Innymi słowy, Memphis Grizzlies zwiększyli swój spacing. Rzucają teraz znacznie, znacznie więcej z półdystansu oraz za trzy, wyciągając obrońców poza trumnę. Spurs przez powyższy myk mieli problemy, bo Marc Gasol i Z-Bo nie zapychali już obszaru przykoszowego, jak onegdaj bywało, a wręcz wyciągali stamtąd obrońców robiąc miejsce na wjazdy pod kosz. Zresztą podobnie było w pamiętnym 2010/2011 roku, kiedy Shane Battier kąsał Spurs co rusz trójkami kapitalnie rozciągając obronę. 

Jeśli rozmawiamy o match-upach, to Grizzlies pasują jak ulał do Spurs. Biorąc pod uwagę wyżej opisany argument dotyczący spacingu, to Marc Gasol, JaMychal Green i Z-Bo będą starać się rozciągać maksymalnie obronę lub zaskakiwać obrońców grą tyłem do kosza z rozrzuceniem na obwód np. do Mike Conley’a lub Vince’a Cartera (tak, tak). 
Kawhi Leonard i Danny Green będą utrudniać życie najdroższemu graczowi Grizzlies w historii powodując, że jego udział w ofensywie będzie ograniczony do minimum. Jednak zmiany w obronie będą skutkować faktem, że Tony Parker lub Patty Mills będą musieli kryć znacznie silniejszych od siebie graczy Memphis np. Vince Cartera, co może powodować pewne problemy.  
Z drugiej strony to Mike Conley będzie starał się wykorzystać przewagę nad Tony Parkerem i Patty Millsem w obronie ograniczając ich wpływ na ofensywę Spurs do minimum.
 
Niestety wczoraj dobiegły nas bardzo złe wiadomości z obozu Memphis Grizzlies dotyczące zdrowia jednego z najlepszych obrońców Miśków i zapewne też całej ligi – Tony Allena, który z powodu kontuzji łydki nie będzie w stanie grać najprawdopodobniej w całej serii przeciwko Spurs. Zmienia to diametralnie szanse Miśków przeciwko Spurs. Jak wiemy, Tony Allen potrafił zamienić w koszmar życie Kawhiego Leonarda łapiąc go w różnorakie pułapki czy stosując podwojenia. Myślę, że właśnie w tym match-upie Grizzlies upatrywali swoje największe nadzieje, a w powyższej sytuacji będą musieli zawierzyć zdolnością obronnym dwóch młodych Miśków – Wayna Seldena i Jamesa Ennisa. Selden już raz pokazał, że może ograniczyć Kawhiego, ale wydaje się oczywiste, że większość fanów Spurs po tej informacji o prawdopodobnej absencji Allena odetchnęło z ulgą. 
 
Memphis nie mają szczęścia, jeżeli chodzi o kwestie zdrowotne. W zeszłym roku przez skład Grizzlies przewinęło się aż 28 graczy. W tym zaś co rusz któryś z zawodników musiał pauzować lub grać z kontuzjami – dajmy na to Mike Conley - plecy, Pau Gasol – stopa, połamany ostatecznie Chandler Parsons, a teraz Tony Allen.

Szanse Grizzlies mieszczą się całkowicie w ww. argumentach, a przecież w koszykówkę grają też zmiennicy. Ławka Spurs musi wesprzeć starterów – tu nie ma innej opcji. Jeżeli Spurs chcą łatwo wygrać tę serię (sweep, maksymalnie pięć meczów), to zmiennicy muszą zrobić tzw. „różnicę”. Jestem pewny, że stać ich na to. Przez cały sezon pokazywali wielką klasę, więc czemu ma teraz być inaczej? Drugi unit Spurs składa się z bardzo zdolnych, młodych i wszechstronnych zawodników, którzy czekają na swoją szansę i, niech mnie piorun kopnie – jak ją w końcu dostaną, to ją wykorzystają (obym się znów nie musiał gryźć w język).

Ciężko jest przewidzieć wynik tej serii. Większość obstawia Spurs, co zważywszy na powyższe, ma uzasadnienie. Pamiętajmy jednak o tym, że gramy w koszykówkę i że przeciwnikiem jest zespół, który, pomimo wszelkich przeciwności losu (Tony Allen), będzie walczył do upadłego.