Relacje

Pierwszy upgrade Fizdale'a, długa walka o 2-0 w serii

18 kwiecień 2017r. dodane przez Paweł Ostrowski

Pierwszy upgrade Fizdale'a, długa walka o 2-0 w serii

82 punkty. Memphis Grizzlies rzucili przez 48 minut dokładnie tyle samo punktów w drugim meczu rozegranym tej nocy, co przy pierwszym meczu tej serii. Nie wyglądało to jednak tak bezsilnie i tak boleśnie dla kibiców, którzy tym razem nie wychodzili w czwartej kwarcie czym prędzej wybierając się na parking, nie było też tych głębokich rezerwowych wypuszczonych w czwartej kwarcie.

MEMPHIS 82, SAN ANTONIO 96

To był fine game dla Spurs, którzy rozpoczęli spotkanie od miejsca, w którym zakończyli grać w sobotnią noc. To był vintage Tony Parker, świeży, grający z lekkością, trafiający kolejne trójki w tych Playoffach, to był Kawhi Leonard grający przez całą pierwszą, LaMarcus Aldridge grający przez całą drugą kwartę by zapewnić jakość w ataku w każdej jednej minucie, to był Danny Green na Mike Conley'u, to było zostawianie Wayne'a Seldena kosztem jednego czlowieka więcej do pomocy na słabych stronach. 

Spurs pasuje granie Playoffów tak bardzo. Grasz przeciwko jednej, konkretnej drużynie, swoją taktykę dobierasz tylko do tych konkretnych matchupów, kolejny mecz grasz za dwa dni (teraz przy przeniesieniu serii do FedEx Forum kolejny jest nawet za 3 dni). To też ulga, że w pierwszej kwarcie grasz przeciw drużynie, która ewoluowała w ataku w sezonie 2016/17 bo w koszykówce Davida Fizdale'a tak jest, która jednak mimo tej zmiany jaką przeszli ma duże problemy by wyegzekwować swój atak należycie.

Okazało się, że ten mecz jest fair from over gdy wszyscy dostali olśnienia bo ... Memphis potrafi BRONIĆ!

Z 48-23 przewaga budowana dobrymi decyzjami, jeszcze lepszym nakręcaniem gry przez kozłujących (Spurs w tej serii mają ich sporo więcej: Parker, Ginobili, Leonard, Anderson, Mills) Memphis nabierali coraz więcej pewności siebie. Zespołowa praca nagle stawała się łatwiejsza niż do tej pory, po przerwie Fizdale wrzucił do piątki nie tylko Zacha Randolpha, który odbił się po 6 punktach w G1 na piękne double-double w G2, ale też dorzucił w pakiecie Jamesa Ennisa, biegali, wyrzucili łapy do góry, wyglądało to trochę jak strefa 3-2.

Siła i serce tej drużyny to nadal obrona i trzecia kwarta to totalny turnaround tego meczu o 180 stopni, 8/15 z gry, wygrana 28-19 tego fragmentu meczu, 4 przechwyty. W czwartej kwarcie było jeszcze bardziej gorąco, bo Grizz byli w trakcie swojej serii punktowej 11-0 i zrobiło się ledwie +4 dla gospodarzy, błędy kroków popełniali Parker i Anderson, Gasol nie zdobywał nadal łatwych punktów ale ograniczył Aldridge'a (11 punktów w meczu) i to... nie wystarczyło.

Nie wystarczyło dziś. Jednak to świetna baza na czym można pracować w G3.

Kawhi Leonard zakończył krwawienie Spurs, dołożył trójkę Tony Parker (zostawianiy przez trzy posiadania z rzędu w czwartej kwarcie w lewym rogu), Pau Gasol także dodał jedną a pracę weteranów Gregg Popovich uzupełnił powrotem na parkiet roztropnego Danny'ego Greena (4/5 za trzy, zero forsowania rzutów) i elitarnego defensora. Do zwycięstwa kluczowym były też bezbłędne rzuty z linii Kawhi Leonarda, 19/19 i rekord kariery w punktach w Playoffach 37, w rekordzie, który było wiadomo, że zaraz nie wytrzyma.

Miało być 2-0 i jest 2-0. Ale sezon regularny i 2-2 w nim może zaraz pójść w zapomnienie, jeżeli Memphis nie uwolni jakoś ataku Gasol/Conley, bo Spurs jak zwykle mają czym odpowiedzieć.