Relacje

Pierwszorzędny mecz Ostróg, Lillard i Aldridge nie zrobili krzywdy

7 maj 2014r. dodane przez Paweł Ostrowski

Pierwszorzędny mecz Ostróg, Lillard i Aldridge nie zrobili krzywdy

Podczas gdy zastanawialiśmy się czy Spurs potrafią wrzucić wyższy bieg w serii z Mavericks, odpowiedzieli nam w niedzielę, że tak. Teraz idą o krok dalej i drugi raz z rzędu w AT&T Center robią prawdziwą demolkę. Nic nie zrobili sobie z gwiazd Blazers i prowadzą w serii 1-0.

BOX-SCORE

Spurs zaczęli mecz 8-0 i już nigdy się nie odwracali za siebie. Prowadzili +26 do przerwy a Tony Parker zmiażdżył swój matchup z Damianem Lillardem, przeszkolił młodego na 33 punkty i 9 asyst, tyle samo co cały zespół Blazers.

To tylko jeden mecz. To tylko pierwszy mecz. Czasami niektórzy grają wspaniale gdy Ci drudzy mają fatalną dyspozycję dnia. Tyle, że Spurs wyglądają jakby faktycznie załapali o co toczy się gra, zazębili swoją obronę a do tego wszystkiego obudziła się ławka rezerwowych. Spurs w dwóch ostatnich meczach są +47, rzucając w nich średnio 117.5 punktu przy tym tracąc zaledwie 94. The Spurs.

Nie wiem do czego miałbym się uczepić oglądajc ten mecz. W ataku popełnili 12 strat, z czego dwie były wczesnego autorstwa Manu Ginobiliego popełniającego w przeciągu kilku minut ten sam błąd kroków, dostał technika i od tego momentu było już tylko lepiej. Tony Parker jak pisałem w zapowiedzi zajął się wjazdami w pomalowane a obrona Portland nigdy nie była w stanie zażegnać tego zamieszania. Nie byli w stanie sprawić, by Parker poczuł się niekomfortowo. 51% z gry i 44% za trzy.

Tim Duncan był standardowo cichy, lecz efektywny na double double 12 punktów i 11 zbiórek. Dla tych co obawiali się o przydatność Tiago Splittera w zespole i o to, czy będzie mógł nadążać za LaMarcusem Aldridgem, uspokajamy - tak. Aldridge zakończył mecz z imponującą linijką 32 punkty i 14 zbiórek ale większość z nich gdy mecz już dawno został rozstrzygnięty. Tiago i pomoc z różnych stron zatrzymała Aldridge'a na 13 punktach z 17 rzutów w pierwszej połowie. Splitter oprócz oczywistej presji robił takie rzeczy jak ta czy ta.

Tak jak pisałem, Manu nie był sobą ale i tak ławka Spurs wygrała z tą ławką, o którą wszyscy mówią słaba 50 do 18. Marco Belinneli korzysta z momentum Spurs ładując z dystansu na 19 punktów, trafiając 7 z 9 rzutów. Patty Mills dołożył 10 punktów a Boris Diaw miał 6/3/3 w 20 minut gry. 

Jeszcze bardziej niż w końcu dobry mecz Marco zaskakuje nas co zrobił Aron Baynes po wyjściu na parkiet w Playoffach (dotychczas siedem minut w garbage time). Kiedy Timmy złapał szybko dwa faule Gregg Popovich sięgnął po Baynesa a tu jesteśmy pewni - Terry Stotts nie miał w założeniach taktycznych jego osoby. Aron sprawił, że Pop wygląda jak geniusz pomagając Spurs na 10 punktów, 7 zbiórek grając solidną, fizyczną defensywę bez zbędnego faulowania na 15 minut z gry.

Damian Lillard i Mo Williams byli ofiarami Tony'ego Parkera dopóki Stotts nie ustawił na niego wyższego obrońce. Troche za późno bo było już po meczu (81-56 po spin-movie Parkera w szybkim ataku), Lillard do 34 minuty był poza meczem, mecz zakończył oddając jedną trójkę (niecelną), Blazers bez żadnej celnej w trzeciej kwarcie, nie było czego zbierać. Kawhi Leonard miał mecz na poziomie Kawhi Leonarda biegając do kontr i będąc aktywnym na wszystkie strony świata - 16 punktów, 9 zbiórek i 4 przechwyty. 

Co wiemy na pewno, że Portland się odbiją i zrobią to już w meczu nr 2. To zespół wyżej patrzący i celujący, lecz chyba nie obudził się z pięknego snu zwanego Houston Rockets. Tak czy owak, Spurs dostali drugi fantastyczny mecz z rzędu od Tony'ego Parkera i pytanie teraz, czy faktycznie stał sie nagle zdrowy? Lubimy tą wersję Francuza i oczekujemy więcej.

Tymczasem, Spurs 1-0 w półfinałach Konferencji Zachodniej.