Relacje

Pelicans lepsi w powrocie Spurs do San Antonio

1 marzec 2018r. dodane przez Paweł Ostrowski

Pelicans lepsi w powrocie Spurs do San Antonio

Anthony Davis nie miał tak spektakularnego meczu na 50 punktów, jakich ostatnio był bohaterem. Anthony Davis miał 26 punktów i 15 zbiórek a w ostatnich dwóch minutach meczu pokazali dlaczego są w trakcie 7-meczowej serii zwycięstw. Spurs stracili 15-punktowe prowadzenie, stracili też LaMarcusa Aldridge'a w pierwszej połowie, stracili Gregga Popovicha na samym początku drugiej i są już tylko 0.5 meczu przed Pelikanami.

NEW ORLEANS 121, SAN ANTONIO 116

Wrócili. Wrócili z Rodeo Trip i z przytupem sprawili wielu emocji kibicom. 

Pau Gasol posadzony obok asystenta trenera Jamesa Borrego, po drugiej stronie ławki Kawhi Leonard w garniturze, LaMarcus Aldridge w szatni po skręceniu kostki, Gregg Popovich po 47 sekundach trzeciej kwarty do niego dołączył po dwóch technicznych przewinienach.

I tak, Spurs byli bardzo blisko poradzenia sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu.

Rudy Gay przeciwko całemu światu. Rudy Gay był rzucony na Anthony'ego Davisa po tym jak nie mógł go już przejąć Aldridge (super praca w obronie w 1 kwarcie) oraz Rudy Gay w ataku na 19 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty, 3 bloki i przechwyt, wyglądał jak ten kawałek puzla jaki pasuje do układanki Spurs, jak ten kawałek, który ustawia Spurs w czołówce po tytuł.

Do tego Dejounte Murray (18 punktów, 9 zbiórek) pokazujący, że może przejąć tą ligę szybciej niż można sobie wyobrażać. Zamrażał pozycję rozgrywającego, już prowadzi grę w half-court, pięć asyst też przejmujące, do tego ta trójka w rogu w decydujących fragmentach meczu dająca prowadzenie +2.

Manu Ginobili raz jeszcze załamuje czas, nie przejmuje się wzrostem Davisa w pomalowanym, wbija się wprost w niego po dryblingu i notuje 17 punktów, 3 asysty w 20 minut. Nawet Joffrey Lauvergne, jedyny prawdziwy wysoki w San Antonio miał swoje momenty na 14 punktów i 7 zbiórek, trenując mocno na minuty w rotacji. Grając na +13 na 4 minuty przed końcem trzeciej kwarty, wszystko to było za malo.

Nawet jeśli dużo zawodników wchodzi w buty liderów, nie ma tu zawodnika jak Kawhi Leonard - tworzący każdego z nich lepszym. Nie ma go to guy'a z prawdziwego zdarzenia, zdarzyła się jedna, druga strata w decydujących dwóch minutach, Spurs nie zebrali piłki po dwóch niecelnych rzutach Jrue Holiday'a mimo podwyższenia składu (złapał ją nie kto inny jak Davis) = z tego urodziła się porażka Spurs. Ale też z tego, że Spurs nie potrafili po prostu zadbać o swój interes.

Jeśli gra się niskimi zawodnikami to tworzą się problemy w rotacji obronnej. Takie zamieszanie stwarzała każda jedna penetracja Holiday'a a Ettore Messina, umysł koszykarski wskazał najniższego Millsa do wybijania piłki z linii bocznej w końcowych momentach, co poskutkowało stratą.

Każdy mecz w marcu ma znaczenie. Każda z drużyn poniżej depcze po piętach - Oklahoma, Minnesota, teraz i Pelicans, Denver, Utah też są w gonitwie.

Wielka szkoda dzisiejszego meczu.