Artykuły

O rywalizacji z Mavs, Dirku i przyszłości drużyny Wichrzycieli

17 kwiecień 2019r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

O rywalizacji z Mavs, Dirku i przyszłości drużyny Wichrzycieli

Skorzystałem z zaproszenia Artura Sibery prowadzącego profil FB @lukadoncic.pl i powspominałem troszkę stare dobre czasy, określiłem się zdecydowanie po stronie Dirka jako legendy, jak też spojrzałem w przyszłość naszych przyjaciół/rywali z Teksasu. A co tam! Jedziemy!

Przez ostatnie 20 lat drużyny Mavs i Spurs rywalizowały ze sobą wielokrotnie na różnych etapach rozgrywek. Pojedynki Duncana z Nowitzkim przeszły już do historii i zajmują w niej bardzo szczególne miejsce. Niezwykłym akcentem był fakt, że Dirk swój ostani mecz w koszykarskiej karierze rozegrał właśnie na parkiecie San Antonio, których można chyba śmiało określić „starszym bratem Mavs”. Wiele łączy obie organizacje, dzieli liczba zdobytych tytułów.

Artur: Historia pojedynków Mavs ze Spurs jest bardzo długa. Praktycznie na całą karierę Dirka Nowitzkiego przypada niesamowita dynastia SAS. Który pojedynek był dla Ciebie najbardziej wyjątkowy? Z którego sukcesu najbardziej się cieszyłeś, a która porażka bolała najbardziej?

Darek: Czy wiecie, że Dirk zagrał najwięcej pojedynków z sezonie regularnym właśnie przeciwko Spurs? Jednak to w trakcie playoffów byliśmy świadkami zarówno historii, po których chciało się skomleć do księżyca, jak i tych, dzięki którym życie miało smak co najmniej szklaneczki Hennessy przy dźwiękach pierwszej płyty Nasa. 
W 2006 r., a więc w roku, w którym Spurs bronili tytułu mistrza NBA, w drugiej rundzie playoffs natrafili na Mavs. Zarówno Ostrogi, jak i Wichrzyciele mieli swoich liderów w ich „prime time” lub jak u nas mówią „w kwiecie wieku”. Mogliśmy się zatem spodziewać klasycznej serii. I taką też dostaliśmy. 
Spurs wrócili do żywych ze stanu 1:3. Mecz nr 7 odbył się w wypełnionej po brzegi hali w Alamo City. Mavs szybko wyszli na prowadzenie jednak było pewne, że Spurs tanio skóry nie sprzedadzą. 
Dirk był nie do zatrzymania. Pokazał cały wachlarz swoich sztuczek. Był dynamiczny, żył meczem. Widać było, że ta rywalizacja mu służy, kipiały w nim emocje. Wjeżdżał pod kosz, trafiał swoje rzuty z „kolanka”, cały czas był aktywny.
Z drugiej zaś strony Tim Duncan był niczym antyczny heros, który wziął ciężar gry na swoje barki. Obrońcy dwoili się i troili, lecz nie miało to większego sensu bowiem jedynie Dirk mógł powstrzymać Duncana, jak i Duncan Dirka.
W końcówce meczu byliśmy świadkami dwóch klasycznych akcji jedna po drugiej, które tkwią niczym ciernie w mym sercu do dnia dzisiejszego. 
Pierwsza akcja to jak Dirk „zafake’ował”rzut za trzy by wejść pod kosz. Manu złapał go za nadgarstek przy stanie104:101 dla Spurs, lecz piłka, nie wiem jakim cudem, wtoczyła się do kosza. Chwilę później Niemiec trafił wolnego na remis… 
Druga akcja, to jak Duncan mógł zakończyć ten horror, lecz Dirk ….. zablokował jego rzut i odesłał Spurs do dogrywki.
Spotkanie skończyło się wygraną Mavs i ostatecznie przekreśliło szanse Spurs na obronę mistrzostwa. Niech żyje Dirk.
Jeśli chodzi o historię, która poprawiła mi humor, to musi to być seria-horror z 2014 r. Mavs weszli do playoffs z ósmej pozycji i doprowadzili do meczu nr 7. 
Pamiętamy wszyscy rzut za trzy Vince’a Cartera, który wpadł do kosza równo z syreną przynosząc niespodziewane prowadzenie Mavs 2:1. Może przypominacie sobie obronę Shawn Mariona i jego dziwne rzuty (na nieszczęście dla nas celne) albo szalone taktyki Ricka Carlisle doprowadzające do łez każdego fana Ostróg? W tej serii Dirk znów grał jak „młody bóg”, znów to czuł, miał apetyt na sukces. To było piękne, a zarazem przerażające dla mnie, zarywającego nocki w weekend majowy.
Jednak w meczu nr 7 zdarzyło się coś fantastycznego. Ledwo dychająca maszyna Spurs została naoliwiona. Reaktywował się Kawhi Leonard a Ostrogi zagrały swoją „beautiful game”doszczętnie niszcząc Mavs. Tego roku Spurs, po siedmiu latach posuchy, zdobyli tytuł mistrzowski. Płakałem jak dziecko.

Artur: Czy aktualnie w drużynie SAS są zawodnicy, którzy bezpośrednio wskazują Dirka jako osobę na której się wzorowali?

Darek: San Antonio Spurs, jak mniemam, jako jedyny klub oprócz Mavs, przygotował niespodziankę dla Dirka w postaci pamiątkowego filmu potwierdzającego jego legendarny status i ogromne znaczenie dla społeczności w Alamo City (na dobre i na złe) podczas jego ostatniego meczu w karierze. Jestem przekonany, że każdy gracz Srebrno-Czarnych chciałby mieć tak wspaniałą karierę jak Dirk, jednak to dla LaMarcusaAldridge’a Nowitzki był wyjątkową postacią, wzorem do naśladowania, mentorem. Potwierdza to fakt, że do dziś dzień LMA wierzy, że Dirk wróci do gry na kolejny sezon i że całe to zamieszanie z odwieszeniem butów Niemca na kołek nie jest warte funta kłaków.

Artur: Jak Twoim zdaniem obecność Dirka wpłynęła na rozwój NBA i koszykówki?

Darek: Było kilku rewolucjonistów w dziejach koszykówki. Bill Russell nauczył nas jak dominować w trumnie, Michael Jordan jak latać nad obręczami, zaś Dirk Nowitzki został prekursorem pozycji „stretch four”. Pokazał wszystkim jak wysoki gracz może skutecznie rozciągać obronę stanowiąc zagrożenie oddaniem celnego rzutu za trzy. Nie znam także gracza, który nie próbowałby dodać do swojego arsenału broni ofensywnej rzutu „z kolanka” a la Dirk.

Artur: Czy Twoim zdaniem Mavs zostają w dobrych rękach? Czy możemy oczekiwać kolejnych teksańskich pojedynków na szczycie?

Darek: Póki Mark Cuban jest właścicielem a trenerem jest Rick Carlisle, póty Mavs są w dobrych rękach. Tych dwóch gości to wybuchowa mieszanka. Z jednej strony szaleństwa i ryzyka, z drugiej zaś spokoju, precyzji i dbałości o szczegóły. Podoba mi się ryzyko podejmowane przez Cubana w myśl powiedzenia „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana” i powstająca z tego wybuchowa mieszanka, którą musi wypić Rick Carlisle i nie dostać zawrotów głowy.

Artur: Dzięki bardzo i trzymam kciuki za obecność SAS w finale konferencji.

A Wy jakie macie wspomnienia związane z rywalizacją pomiędzy Mavs i Spurs?