Relacje

Niesamowity Manu

17 grudzień 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Niesamowity Manu

Manu po raz kolejny ratuje tyłki Spurs. Tym razem jego celny rzut pogrzebał Mavs, żywcem.

Spurs spotkali się już cztery razy z Mavs w ciągu ostatniego miesiąca. Przypomnijmy, że dwa pierwsze mecze, choć wyrównane, skończyły się wygranymi Spurs, natomiast ostatni mecz, na który wrócił Kawhi Leonard, przejęli gracze Wichrzycieli. Dzisiejsze spotkanie było całkiem dziwne - nie grał Tony Parker ani Kawhi Leonard, nie grał też Kyle Andreson i Danny Green, ale jakoś, w sumie dzięki Supermanu, Spurs odnieśli sukces. Manu Ginobili, nasz czterdziestolatek z Argentyny, znów przebrał się w budce telefonicznej w strój Supermana i wykręcił niesamowity numer Mavs - mianowicie trafil game winnera na 98:96, jakby znów miał dwadzieścia parę lat. Ot tak. Warto podkreślić, że oczywiście ta wygrana nie jest wyłącznie zasługą Manu, lecz wszystkich Spurs, którzy zrobili NIEPRAWDOPODOBNY comeback robiąc 14 punktów z rzędu na osłupiałych Mavs, jak za starych dobrych czasów (a był taki rok, kiedy Spurs rozbili Mavs w sezonie 4:0, bardzo, bardzo łatwo). 

Spurs zaczęli ten mecz bardzo słabo, nie trafiali, robili wiele błędów w obronie, dodatkowo zmagali się z dużą ilością fauli swoich liderów. Mavs nie próżnowali i zwyczajnie zaczęli odjeżdżać tym samym zadziwiając samych siebie. Jak to jest możliwe, że tyle spustoszenia niesie Yogi Farell czy JJ Barea? Nie wiem. W kazdym razie z trudem trzymaliśmy się kurczowo tych szalonych Mavs, mając złudzenia przed czwartą odsłoną, w której stał się CUD. Spurs odrobili gros straty i na minutę przed koncem przegrywali juz niewiele. Na 24 do końca LMA trafił na remis i nadzieja wróciła. Potem Manu zrobił to:

Matko, czy to nie świetnie, że przez te wszystkie problemy z kontuzjami Manu stał się znów naszym bohaterem, znów wysiadł z kapsuły czasu? Podsumowując, Spurs prowadzili w tym meczu przez CAŁE 3 SEKUNDY. 3.

Trochę highlightów.