Relacje

Nie jest dobrze

14 styczeń 2015r. dodane przez Damian Solnica

Nie jest dobrze

Fatalne ostatnie minuty sprawiły, że po dosyć wyrównanym meczu San Antonio Spurs przegrali z Washington Wizards 93:101. Nie zmienia to jednak faktu, że nie był to dobry mecz w wykonaniu podopiecznych Gregga Popovicha.

San Antonio Spurs 93:101 Washington Wizards

Mimo że przez większość meczu to Wizards byli na prowadzeniu, to bardzo długo zapowiadało się na crunch-time. Obie drużyny nie pozwalały przeciwnikowi odskoczyć na więcej niż kilka punktów, a o zwycięstwie Wizards przesądziły ostatnie minuty meczu.

Od początku spotkania Wizards byli na kilkupunktowym prowadzeniu, dzięki wysokiej skuteczności z dystansu. Trafili pięć z sześciu rzutów za trzy w pierwszej kwarcie, ograniczając przy tym grę w paint, gdzie Spurs straszyli duetem Duncan-Splitter. Świetny w tym fragmencie był Paul Pierce, który był skuteczny za linii za trzy punkty i kreował kolegó z zespołu. Spurs w grze trzymali się dzięki ograniczeniu strat (0 w pierwszej kwarcei) i skutecznym atakowaniem paint, ale od pierwszych minut mieli kłopoty z rzutami z dalszej odległości.

Nieco lepiej wyglądało to w drugiej kwarcie, szczególnie za sprawą Patty'ego Millsa, który trafił trzy z czterech rzutów za trzy. Australijczyk wraca powoli do formy z poprzedniego sezonu i ma coraz więcej wow-momentów, do których nas przyzwyczaił rok temu. Wizards odpowiadali pick'n'popami skutecznie kończonymi przez Krisa Humphriesa i wymuszającym faule Kevinem Seraphinem.

Po wyrównanej pierwszej połowie, trzecia kwarta zakończyła się remisem. Przed ostatnią częścią spotkania Wizards prowadzili trzema punktami i aż do jej połowy spotkanie było bardzo wyrównane. Po pięciu punktach z rzędu Jeffa Ayresa Spurs wyszli nawet na dwupunktowe prowadzenie, jednak to nie on był bohaterem tego spotkania.

Kevin Seraphin zdobył 9 punktów z rzędu na przestrzeni 130 sekund, bez problemów ogrywając Ayresa i Borisa Diaw w ataku. Po chwili dołożył do tego wielki blok z pomocy na Ayresie i szybko z dwupunktowego prowadzenia Spurs, zrobiło się +5 na korzyść Wizards. Od stanu 87:86 dla Spurs po celnym lay-upie Diawa na 6:09 przed końcem meczu Wizards zrobili run 6:15 i tym właśnie wygrali mecz. Spurs w tym czasie trafili jedynie 2 z 12 rzutów z gry, a Wizards w końcu odważniej zaatakowali paint, co przyniosło im duże korzyści.

Seraphin 11 ze swoich 17 punktów zdobył właśnie w czwartej kwarcie, będąc kluczowym zawodnikiem przesądzającym o wygranej Wizards. Dołączył do tego 8 zbiórek, a gospodarze ogólnie zdominowali tablice zbierając 48 piłek, przy tylko 34 zbiórkach Spurs.

Podopiecznie Gregga Popovicha mieli przez cały mecz ogromne problemy z trafianiem do kosza, czego efektem tylko niespełna 40% z gry i 9 z 29 celnych rzutów za trzy. Danny Green długo nie mógł się wstrzelić i zanotował 4/16 z gry (w tym 2/10 za trzy), a wiele łatwych rzutów spudłował też Tim Duncan, który do zdobycia 11 punktów potrzebował aż 14 rzutów. Nie pomogło ograniczenie się do tylko 7 strat w całym meczu.

Dla gospodarzy oprócz Seraphina świetnie zagrał John Wall, który zdobył 25 punktów z 15 rzutów, rozdał 8 asyst i stracił tylko dwie piłki. Trio Gortat-Nene-Humphires zdominowało tablice, zbierając łącznie tyle piłek w obronie, co cała drużyna Spurs. W całym meczu trafili prawie na 50-procentowej skuteczności, oddając przy tym aż trzynaście więcej rzutów wolnych niż Spurs.

Dziś kolejne spotkanie Spurs. Ponownie odwiedzamy Wschód, tym razem zagramy z Charlotte Hornets, w składzie których być może ponownie znajdzie się Lance Stephenson.

(Photo by Rob Carr/Getty Images)