Relacje

Najważniejszy mecz sezonu.

26 kwiecień 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Najważniejszy mecz sezonu.

Manu zdobywa pierwsze punkty w tej serii, Mills niszczy Grizzlies trójkami, Kawhi jest Kahim, a Spurs wygrywają 116:103 i przejmują kontrolę nad tą serią!

SPURS : GRIZZLIES 116:103

Mecz numer 5 przy stanie 2:2, to nie jest zwykłe spotkanie, to walka z bogami koszykówki o wszystko. Jak mówi stare przysłowie "kto wygrywa mecz numer 5, ten wygrywa całą serię", 

Spurs wrócili do Alamo City, po tym jak przegrali dwa mecze z rzędu w Memphis, w tym jeden po dogrywce i historycznym występie Kawhi Leonarda. Okazało się, że Grizzlies mają więcej "cohones" niż można było przypuszczać po pierwszych dwóch meczach, w których Spurs byli zdecydowanie silniejszym zespołem. W Grindhouse sytuacja uległa zmianie. Spurs jakby zamknęli się w swojej skorupce i dali się nastraszyć groźnym Miśkom. Kawhi Leonard robił wszystko, co mógł, lecz ewidentnie, brakowało mu kogoś, kto by go wsparł. Wynikiem czego, Grizzlies odrobili dwumeczową stratę i przyjechali z powrotem do Alamo City w zupełnie innych humorach - gotowi przejąć całą serię i sprawić niespodziankę (nie ukrywajmy). Chyba już wiemy, dlaczego żaden zespół nie chciał wpaść na Grizzlies. Yup.

Oglądając tę serię, przypomina mi się klasyczny pojedynek z Dallas Mavericks parę lat temu, gdy męczyliśmy się niemiłosiernie z drużyną Marca Cubana. Wówczas seria skończyła się dla nas szczęśliwie (zresztą jak cały sezon). Niemniej jednak, musieliśmy czekać aż siedem meczów na włączenie piątego biegu przez Spurs i zostawienie w tyle ekipy Dirka Nowitzkiego i Vince'a Cartera (tak właśnie!).

Powoli przechodząc do meczu, to wyrażę swoją opinię, że jestem fanem równych serii playoffs. Zdecydowanie wolę, by nasz zespół niejako "okrzepł" w boju, aniżeli przeszedł pierwszą rundę zupełnie bezboleśnie. Twardy, wymagający rywal spowoduje, że Twoja gra stanie się lepsza, prawdaż?

Co do meczu numer 5, Spurs chcieli wygrać go grając zespołową koszykówkę - Kawhi Leonard uaktywnił się pod koniec pierwszej połowie dając Ostrogom kilka ważnych punktów i w rezultacie prowadzenie 55:49.

Spurs za często dawali Miśkom możliwość rzucania wolnych, a ich "ball movement" był, dalikatnie rzecz ujmując, kiepski. Nie ma mowy powrotu do tzw. "pięknej gry", którą się jaraliśmy w ostatnim sezonie mistrzowskim. 

Martwi mnie fakt, że LaMarcus Aldridge znów jest niewidoczny, a drugą opcją Spurs (po Leo, oczywiście) jest dziś Tony Parker. 

Wiele osób przywołuje w tej serii stereotypy, że "LMA jest soft", "Pau Gasol jest stary", że zostały tylko "zwłoki Parkera", że "Green nie potrafi rzucać". NIe będę tego komentować, lecz napiszę, że jestem zmartwiony obroną Ostróg - Miśki w dwóch ostatnich meczach zdecydowanie za dużo sobie pozwalały - zwłaszcza w obszarze ograniczonym (Z-Bo dosłownie przepchnął Spurs i rozpalił sobie grilla w trumnie).

Spurs potrzebują tej wygranej, ale do tego potrzebny jest zespół. Bez dwóch zdań. 

Wracając do spotkania - Kawhi Leonard nie trafił rzutu wolnego, przerywając swoją kapitalną serię bez pudła (łącznie 42 celne z rzędu). Dodatkowo, Manu Ginobili, który w czterech poprzednich spotaniach, zaliczył łącznie 0 (tak, zero) punktów, dziś trafiał. Ileż bym dał za jego dobry mecz (za jego albo za Danny Greenna, albo Patty Millsa).  

Czy mamy 2017 czy 2011 rok? Czasami się zastanawiam. Z-Bo zbiera piłki na tablicy ofensywnej bez żadnego problemu, Marc Gasol trafia te swoje dziwne półhaki, haki, Mike Conley gra na poziomie MVP. Co się dzieje, chłopaki?

Spurs wyszli na prowadzenie pod koniec połowy i kontynuowali dobrą grę w trzeciej odsłonie, lecz Grizzlies po raz kolejny pokazali swoje jaja walcząc o każdą piłkę i zmniejszając prowadzenie Spurs z kilkunastu do zaledwie ośmiu oczek.

Pod koniec trzeciej kwarty, Spurs odjechali na 17 oczek grając fragment bardzo przyzwoitej koszykówki (78:61). Leonard trafiał trójki, Manu rzucał się o każdą piłkę plus robił eurostepy, Mills i Gasol robili akcje "and one". Wszystko na tamtą chwilę układało się po mysli Spurs.

Żeby nie było aż tak kolorowo, Mike Conley robił wszystko, co chciał w trzeciej kwarcie i to on ciągnął zwłoki Grizzlies na swoich barkach. Rzucił 17 oczek - wchodził pod kosz bez żadnego problemu powielając swoje akcje, dodatkowo trafił trójkę zupełnie niekryty. Spurs wygrywali już 81:63, lecz ta przewaga została zwyczajnie roztrwoniona (87:76).  

Spurs bez Kawhiego nie potrafią zdobywać punktów. Dramat. Gra się nie klei, chłopakom się trzęsą ręce. Taka prawda. Mike Conley robi, co chce po raz kolejny w ataku - tym razem nabrał jak dziecko Davida Lee i po przewadze Spurs zostało już tylko sześciu oczek. POP DAWAJ KAWIEGO!

JaMychall Green dostawał od Spurs niespodziankę w postaci otwartych pozycji za trzy. Trafiał. Gość trafiał także z trumny otoczony trzema graczami Ostróg. 

Na szczęście Patty Mills odpowiadał trafiajac dwie trójki z rzędu. 

Mam pytanie. Czemu Spurs puszczali Grizzlies na trójkach? Green czy James Ennis III mogli zaparzyć sobie herbatę i dopiero rzucić.

Na szczęście Patty Mills i Kawhi Leonard zatrzymali krwawienie Spurs. Mils trafiał trójkę za trójką (5/7), a Leo dbał o wejścia pod kosz.

Spurs odpowiedzieli serią dwunastu z rzędu punktów i już byliśmy w ogórdku, już witaliśmy się z gąską (114:97).

Wygraliśmy ważny mecz nr 5. Czy bogowie koszykówki będą dla nas przychylni? Czy ta seria skończy się w Memphis?