Relacje

Męczarnie w Chi-Town

22 październik 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Męczarnie w Chi-Town

Spurs męczyli się w mieście Michaela Jordana i Kanye Westa, lecz w czwartej kwarcie wrócili na dobre tory i wygrali ten ciężki dla oczu mecz 87:77.

Chicago Bulls zaczęli ten sezon od bijatyki na treningu pomiędzy Nicola Mirotićem i Bobby Portisem. Ciężko grać w kosza, gdy takie rzeczy mają miejsce i wcale się nie dziwie, że brak chemii pomiędzy zawodnikami jest odczuwalny na kilometr. Szkoda, bo w składzie Chicago jest kilku ciekawych zawodników, którym osobiście kibicuję - przede wszystkim Lauri Markannenowi - pierwszoroczniakowi z Finalandii jak dobrze nam znanemu po ostatnim Eurobaskecie, gdzie królował (przypomnijcie sobie chociażby mecz z Polską zakończony dogrywkami i fińskim show). 

Spurs zagrali dziś nie tak dobrze jakbym tego chciał. Powiedzmy, że zagrali na tyle by ten mecz wygrać, poziom gry dostosowali do tego co prezentowali nam Bulls. Pierwsze trzy kwarty były stertą prób, nieudanych akcji, czasami przebłysków lepszych akcji, jednak to Bulls narzucali swój styl gry gościom z Teksasu, a powinno być inaczej (tak przynajmniej zakładałem przed meczem). 

W każdym razie LaMarcus Aldridge znów miał kapitalny mecz - skończył go z 28 punktami na swoim koncie i 10 zbiórkami. Dodatkowo świetnie spisał się nasz nowy nabytek - Rudy Gay, który zanotował 12 punktów, jednak to nie dobrą ofensywą się najbardziej przyłożył do wygranej Spurs, lecz, uwaga, uwaga, obroną. Jak Popowich zrobi z niego świetnego obrońcę, to serio chyba się ogolę na łyso. 

Brawa należą się także Dejounte Murray'owi, który kapitalnie wykorzystuje swoją szansę podczas absencji Tony Parkera. Panowie i Panie zapraszam do jego "bangwagonu", bo niedługo zabraknie tam miejsca. Szczerze, jestem bardzo zadowolony z postępów jakie D-Murray robi mecz w mecz. 

Warto podkreślić, że swój debiut zanotował nasz debiutant - Brandon Paul, który wszedł na parkiet gdzieś pod koniec drugiej kwarty (jak dobrze pamiętam). 

Lauri Markannen, który zagrał w pierwszej piątce w zamian Mirotića i Portisa, i pyknął 13 punktów, 12 zbiórek. Był agresywny, głodny gry. Szkoda, że nie gra w Spurs, kupiłbym jego koszulkę i nosił z dumą, może zapisałbym się na fiński. 

W kolejnym meczu Spurs zagrają z Toronto Raptors, w poniedziałek.

Highlighty z nocy TUTAJ