Relacje

Mecz numer 7 stał się faktem. Spurs przegrywają 113:111.

3 maj 2014r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Mecz numer 7 stał się faktem. Spurs przegrywają 113:111.

Dallas wygrali mecz 113:111 forsując Game 7. W grze Spurs zabrakło konsekwencji w czwartej kwarcie, w której wygrywali nawet 7 punktami pozwalając na rozwinięcie skrzydeł Mavs, którzy wyszli na prowadzenie aż 8 punktami pod koniec meczu. Spurs przegrali ten mecz przede wszystkim słabą postawą w obronie, zwłaszcza brakiem odpowiedzi na Dirka i Ellisa. Bohaterem meczu był ex-Spur DeJuan Blair, który zrobił double double i trafił kluczowe osobiste.

BOX SCORE

Dirk trafił swój pierwszy rzut, który był jednocześnie pierwszym rzutem meczu. To zły znak.

Popovich jest 30:11 w spotkaniach zamykających serie. To znów dobra przesłanka.

Mecz rozpoczął się od forsowania szybkiego tempa w ofensywie przez Dallas. Mavs wyszli na parkiet wyjątkowo zmotywowani, w końcu byli przyparci do muru. Mowa tu zwłaszcza o Nowitzkim, Marionie oraz Dalembercie, który poczynał sobie śmiało w pomalowanym kończąc swoje akcje efektownymi wsadami.

Spurs w odróżnieniu od Mavs nie dążali z tempem. Gubili się w ataku i byli ewidentnie zaskoczeni postawą Mavs. Brakowało im estymy w defensywie, która wyglądała na dziurawą. Popovich wziął czas, gdy Dallas odjechali na 5 punktów (15:10 po 5 minutach meczu). Lets go Spurs!

Oba zespoły trafiały swoje pierwsze rzuty z niesamowitą skutecznością (16/23). To świadczyło o braku obrony. Pop był wściekły. Wziął drugi czas, bo Dallas wchodzili w pomalowane jak w masło.

Wśród Spurs na pochwałę zasługiwał jedynie Danny Green, który trafił wszystkie swoje rzuty (4/4, w tym jedna trójka).

San Antonio rzucało ze skutecznością 67% i przegrywało na 3 minuty do końca odsłony 23:25. Jak to możliwe?

Dallas chcieli wygrać ten mecz za wszelką cenę. Odjechali 18:8 w ostatnich 5 minutach meczu. Bezradność Spurs aż kuła w oczy. Marco Belinelli dopełnił czary goryczy i faulował Devina Harrisa przy rzucie za trzy na 0,9 sekundy do końca odsłony. Nie świadczyło to dobrze o Marco. Zdecydowanie. Spurs przegrali pierwszą kwartę 26:34.

Druga kwarta zaczęła sie podobnie jak pierwsza. Dallas forsowali swoją grę (w tym wysokie tempo) dominując nad Spurs. Dzięki trójce Jae Crowdera (sam był w szoku, że trafił z 9 metrów) wyszli na 11-sto punktowe prowadzenie (28:39).

Spurs dokonali pewnego rodzaju poprawy swoich defensywnych ustawień i odrobili 4 punkty.

Skuteczność z gry spadła w drugiej odsłonie do 47% Spurs i 53% Dallas. Był to efekt wzmożonej pracy defensywnej obu drużyn.

Mavs prowadzili 41:33 na 8 minut do końca połowy kontrolując spotkanie.

Spurs wrócili do swojej dobrej obrony. W końcu. Zrobili run 11:2. Odrobili 3 punkty (39:41).

DeJuan Blair ranił Spurs na zbiórkach (7 rebs w 8 minut gry). Chłopak powinien mieć troszkę więcej respektu dla swoich dawnych kolegów.

Zmiennicy Spurs znów nie grali dobrze. Rzucili zaledwie 5 punktów, w tym Manu 0.

Leonard zaczął grać jak członek Big Four - 5 punktów i 2 przechwyty w ostatnich kilku minutach gry.

41:46 dla Dallas na 5 minut do końca połowy.

Ważna statystyka. Punkty z tzw. drugiej szansy. 12:0 dla Mavs.

Spurs odrobili straty m.in. dzięki świetnej postawie Tima Duncana (zbiórki plus dobitki). 47:48 dla Mavs na 2:30 do końca połowy.

Dallas trafili zaledwie 6 swoich rzutów w drugiej kwarcie i popełnili aż 7 strat.

Jednakże końcówka połowy należała do Wichrzycieli, którzy znów odjechali na 6 punktów Ostrogom (52:58 po gwizdku na przerwę).

Dla Spurs punktowali: Danny Green 12 oczek, Tiago Splitter i Tony Parker po 9. Manu Ginobili grał dziś zero (zero punktów, 1 asysta, 1 strata). Timmie 8 oczek plus 6 zbiórek.

Spurs trafiali ze skutecznością 49% (2/7 za trzy) oraz popełnili 7 strat.

Mavs zaś rzucali ze skutecznością 51% (4/9 za trzy) plus mieli aż 9 zbiórek w ataku, jednak grali o wiele bardziej efektywnie w ataku. Dirk rzucił w pierwszej połowie 12 punktów.

Spurs musieli przewartościować swoją grę zwłaszcza w obronie. Pozwolili rzucić Wichrzycielom aż 58 punktów, co jest niedopuszczalne. Kluczem do wygrania tej serii jest przecież dobra obrona a la mecz numer 5, której dziś brakowało.

Starterzy Spurs rzucili 45 punktów, zaś zmiennicy zaledwie 7.

Nowitzki trafiał rzuty niemożliwe do trafiania (nawet przy kryciu przez dwóch graczy Spurs!). Klasyk.

Spurs odrobili stratę - Tim Duncan rzucił bankera dzięki czemu Ostrogi wyzły na prowadzenia pierwszy raz od początku meczu.

Dirk znów trafiał. 9/14 z gry (18 oczek) Dirka robiło wrażenie, zwłaszcza biorąc jego postawę we wcześniejszych spotkaniach.

Spurs próbowali nie faulować swoich przeciwników, co przynosiło efekty.

Duncan też imponował - 7/8 z gry (16 punktów).  Monta Ellis podkręcał tempo Mavs i rzucił 7 punktów z rzędu (w tym trójkę). Był nie do zatrzymania.

Manu w końcu się przełamał i rzucił swoje pierwsze punkty w meczu - na 5 minut do końca trzeciej kwarty.

Gra zaczęła być nieczysta. Przepychanki, łokcie, faule - nerwy zaczęły brać wodzę nad meczem.

Spurs wyszli na 5-cio punktowe prowadzenie po świetnym lay up'ie Diawa.

Znów ten Monta Ellis. Jego wejścia są niesamowite. Spus nie posiadają zawodnika, który mógłby nadążyć za Montą.

Tiago rządził wśród Spurs, grał pick and rolle z Manu, które skutkowały punktami. Tiago także walczył w obronie. Zdecydowanie najlepszy gracz Ostróg.

Mavs popełnili dziś 15 strat. Dużo jak na Dallas. Przed czwartą odsłoną Spurs schodzą z parkietu z 5-cioma punktami przewagi 81:76.

Ważna statystyka przed ostatnią kwartą meczu - Tim Duncan - 4 faule.

Spurs grali swoje. Zmniejszyli tempo. Szanowali piłkę. Manu rozprowadzał akcje i widział przede wszystkim Tiago, który dziś był gwiazdą wartą 9 milionów dolarów na rok.

Vince trafił trójkę. To zły znak. 83:79 dla Spurs na 10:30 do końca.

Calderon zmniejszył prowadzenie Spurs do zaledwie 1 punktu trafiając trójkę z rogu (niekryty).

Jeff Ayres wszedł na boisko. Co to będzie, co to będzie?

Parker trafił dwa kosze z rzędu i dał trochę powietrza Ostrogom. 87:84 dla Spurs.

Blair był problemem pod koszem Spurs - 12 zbiórek w 21 minut.

Dirk trafił, mimo niesamowitego krycia przez Splittera. Jak on to robi?

Parker trafił za trzy - 90:86 dla Spurs na 7:20 do końca. Co za noc.

Vince ożywił się w końcówce meczu - pierw piękny kosz z półdystansu, później zaś energiczne wejście pod kosz.

Spurs popełnili aż 4 straty w ostatniej kwarcie meczu.

Ellis trafił trójkę po błędzie w kryciu Splittera - 94:92 dla Mavs.

DeJuan Blair zrobił akcję and one - 97:92 dla Mavs na 4 minuty do końca meczu.

Spurs grali wyjątkowo słabo w końcówce meczu. Popełniali błędy (Tim Duncan forsował ciężkie, kryte rzuty, Spurs popełniali faule przy rzutach). Monta Ellis trafił akcję and one. 102:94 dla Mavs - 3 minuty do końca meczu.

14:2 run Mavs. Wszelkie znaki na niebie mówiły o meczu numer 7.

Mavs przegrywali w czwartej kwarcie 7 punktami, teraz wygrywali już 8. Taka sytuacja.

Diaw rzucił trójkę, później zaś Manu został faulowany przy wejściu pod kosz. 99:102 dla Mavs. 2:30 do końca.

Parker rozjechał obronę Mavs, którzy teraz grają długo, lecz skutecznie - Ellis.

Tony Parker, niczym magik, wcisnął się w pomalowane (obrót, zatrzymanie, fake, kosz). 105:106 dla Mavs na niespełna minutę do końca meczu. To był jego 6 z rzędu punkt TP9 i 13 w tej kwarcie.

Vince został faulowany przy rzucie. Osobiste. 32 sekundy do końca. Pierwszy: trafiony, drugi: też.

Parker nie potrafił zrealizować planu Popa - stracił piłkę przy podaniu plus faulował z rozsądku DeJuana Blaira, który stał się bohaterem meczu. Double double Blair. Kluczowe osobiste meczu na 110:105 dla Mavs.

Marion zebrał piłkę po niecelnym rzucie osobistym Blaira. Dramat w Dallas.

Pop zdjął Big Four. D-Green trafił trójkę zmniejszając prowadzenia Mavs do 3. 108:111.

Faul na Ellisie. Trafił dwa osobiste.

Patty Mills rzucił z rozpędu za trzy. Pogoń Spurs trwała. 7 sekund do końca - 113:111 dla Mavs.

Ellis wyrzucił piłkę na aut. Ostatnia akcja dla SPurs. 1.3 sekundy do końca meczu.

Znów aut. 0,4 sekundy do końca. Szansa. Mills nie trafił trójki. Koniec meczu.

Game 7 is on!