Artykuły

Manu, dziękujemy!

28 sierpień 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Manu, dziękujemy!

Manu Ginobili podjął wczoraj decyzję o zakończeniu kariery, łamiąc moje serce.

Od ponad godziny siedzę przed komputerem i próbuję napisać coś ciekawego o Manu. Cokolwiek napiszę, skreślam nieustannie uznając za niewystarczalne, za zbyt banalne czy trywialne. Powinienem napisać jak wspaniałym był zawodnikiem, ale przecież każdy to wie – Manu to legenda, czterokrotny mistrz NBA, mistrz olimpijski, mistrz Euroligi i Włoch, medalista mistrzostw świata i kontynentu amerykańskiego. Był także najlepszym szóstym graczem (moim zdaniem stał się pierwowzorem tej nagrody i nikt tak bardzo się z nią nie uosabia, jak Manu), brał udział w meczach gwiazd. To jest wiadome, oczywiste.
Te wszystkie tytuły, wyróżnienia, nie oddadzą najważniejszego – charakteru Manu. Przez ponad dwadzieścia lat swojej kariery zawodniczej (w tym 16 sezonów w NBA) był sercem drużyn, w których grał, emanował empatią, pomagał młodszym kolegom, wspierał ich, nigdy się nie poddawał i zawsze dawał z siebie wszystko. Stał się integralną częścią społeczności San Antonio, ale to nie wszystko. Pomagał, działał charytatywnie. Zyskał fanów na całym świecie i respekt za to, co robi i kim jest - to wspaniałe czytać wpisy wyrażające wielki szacunek do Manu takich zawodników jak LeBron James czy Steph Curry. Jestem dumny, że mogłem być świadkiem jego wielkiej kariery. Będzie mi brakowało tego uczucia, kiedy Manu wchodził na boisko, zapowiadającego coś wyjątkowego, szalonego, nieprzewidywalnego. Tak było na samym początku jego drogi w NBA, i tak było na samym jej końcu. Manu był ponadczasowym graczem, wyznawcą wielkich idei, działającym ponad wszystkimi podziałami.
Wczoraj wieczorem wpadłem w melancholię połączoną ze smutkiem. Myślałem o całej erze RC Bufforda, Popa, Duncana, Parkera i Manu w Spurs. O tym jak wspaniale to wszystko działało, jak było nam dobrze, jak bezpiecznie, jak byliśmy dumni z tej organizacji, z jej stabilności, z niepowtarzalności, z jej wyjątkowości. Dziś pozostaje nam tylko wspominać stare, dobre czasy, kiedy wszystko wydawało się takie łatwe, na wyciągniecie ręki. Możliwe. 
San Antonio, które tak kochałem, przestało istnieć.