Relacje

Mali Spurs uciekają spod noża Memphis

6 marzec 2018r. dodane przez Paweł Ostrowski

Mali Spurs uciekają spod noża Memphis

Spurs chcieli zostawić za sobą demony ostatnich niepowodzeń i w sytuacji must-win, gdzie lecieli na dół tabeli konferencji zachodniej zrobili co do nich należało, dodali jedno zwycięstwo do swojego konta ale gra była daleka od ideału. Nie było lania, na jakie się wielu spodziewało.

MEMPHIS 98, SAN ANTONIO 100

Ogromnym faworytem przed tym meczem była drużyna San Antonio. Nie tankując musieli pokonać drużynę, która przegrała 13 spotkań z rzędu, której sytuacja jest naprawdę patowa. To już nie są Miśki z grillującym Z-Bo, to już nie jest Mike Conley (prawdopodobnie nie zagra do końca sezonu), to już nie jest miłość ani oddanie Marca Gasola do tych barw, ale też to nie jest zarząd poddający się i oddający Gasola jak przystało każdej drużynie, która idzie w przebudowę.

Memphis Grizzlies obecnie to drużyna, której zawodnik podpisany na 10-dniowym kontrakcie Xavier Rathan-Mayes, nie ma nawet swojego nazwiska na koszulce.

Ale, że jest to polska strona o San Antonio Spurs a nie polska strona o rywalach San Antonio Spurs skupmy się bardziej na sobie.

Wzięliśmy to po jakichś okrutnych mękach. Okrutnych, bo istnieją drużyny w NBA, które mimo tankowania wystrzelą w kwarcie na >40 punktów. Spurs mieli 47 po 24 minutach gry, schodząc ledwie 47-45 do przodu po celnej trójce Greena z syreną zapraszającą graczy do szatni. W drugiej połowie Spurs grali już większość na jednego wysokiego, długo korzystając z lepszej dyspozycji naszego rozgrywającego, ale nie tego, który zajął miejsce w piątce Murray'a, nie tego ustawianego już coraz częściej jako rzucający Millsa, ale naszego starego poczciwego francuza Parkera.

Kyle Anderson wychodząc w podstawowym składzie rozegrał bardzo dobry mecz na 8 punktów, ale i 5 przechwytów. Jego hustle play zakończony alley-oopem do Bertansa dał ławce impuls, za którym poszli Spurs.

Nie, nie zrobili z tego nawet dwucyfrowego prowadzenia ale Kyle nagrzał Bertansa (17 punktów) szkodząc z linii, pod koszem i Parkera (najwięcej w sezonie 23 punkty) tworząc zagrożenie z mid-range.

Spurs rzucali jednak przez cały wieczór jak za ciepłych dni ja z kolegami na orliku, niecelnie i brzydko. LA, Mills, Murray i Gasol złożyli się na 22 punkty, 7 z 27 z gry i przez noc to ledwie 6-22 za 3, 27.3%. I gdy w miarę komfortowo poczuli się wszyscy na 98-89 na 1:33 przed końcem meczu Memphis nadal walczyło:

1:22 Xavier Rathan-Mayes makes 1-foot two point shot 91 - 98
27.0 Marc Gasol makes 31-foot three point jumper (Myke Henry assists) 94 - 98
17.9 Kyle Anderson misses free throw 1 of 2 94 - 98

17.9 Kyle Anderson makes free throw 2 of 2 94 - 99
13.1 Xavier Rathan-Mayes makes two point shot 96 - 99
13.1 Kyle Anderson bad pass 96 - 99

(...)

Na szczęście dla nas Marc Gasol z podobnej pozycji jak wcześniej (mile od kosza) spudłował, LA powędrował na linię, trafił rzut, ale oczywiście tylko jeden, więc później rzut Marca Gasola musiałbyć z faulem. Było sporo kontaktu, były stopy oderwane za linią, rzut był celny, ale nie było gwizdka a celną trójkę błędnie zamieniono po ostatnim gwizdku na rzut za 2.

100-98. 

Czy tak już będą do końca wyglądać nasze mecze?

Przypomniały mi się dziś nasze legendarne boje:



Miłego wtorku. Kolejny mecz w piątek z Golden State Warriors, hell yeah.