Artykuły

Listy z Alamo #4. Ryba psuje się od głowy

9 sierpień 2018r. dodane przez Franek Gromadzki

Listy z Alamo #4. Ryba psuje się od głowy

Na przestrzeni ostatnich lat obserwujemy powolną zmianę pozycji San Antonio Spurs w NBA.

Złote pokolenie graczy odchodzi, a ich następca – Kawhi Leonard, okazał się nie być tak przywiązany do klubu jak stare trio. Zwiastuny tych zmian były już jednak widoczne przed tym trudnym sezonem w którym nasz TOP 3 gracz ligi odmawiał wyjścia na boisko. Główną przyczyną osłabienia pozycji Spurs nie był wbrew temu co wcześniej zakładano koniec kariery Tima Duncana odejście Parkera czy starość Ginobiliego (mimo mojej ogromnej sympatii do Manu, jest on znacznie mniej efektywnym graczem niż choćby w 2014 roku). Nie jest nim nawet odejście największej gwiazdy drużyny - Leonarda, chociaż ta strata zmienia zespół z walczącego o mistrzostwo na zaledwie wchodzący do fazy posezonowej. Drużyna która zagra w przyszłym sezonie niemal gwarantuje awans do Play-offs. Nie byłoby też zaskoczeniem gdyby przeszła pierwszą rundę. Tak czy inaczej w przyszłym sezonie Warriors zrobią konferencji zachodniej klasycznego Larrego Birda z konkursu trójek. Sufit dla innych czternastu zespołów jest już ustalony i są nim finały konferencji. Z tego względu trzeba powiedzieć, że jest to sufit również Spurs. Widać jednak, że mimo utracenia statusu kontendera pewien poziom został utrzymany. Najważniejszymi zmianami dla tego zespołu jest ta która dzieje się za kulisami, i ta która dopiero się wydarzy.

W 2016 roku właściciel Spurs Peter Holt przekazał władzę nad klubem swojej żonie Julianne. Ta informacja nie przeszła bez echa, jednak nie miało to mieć znaczącego wpływu na zespół. Kultura organizacji zapewniała jej spokój od ponad dwóch dekad i zmianę na szczycie można było wtedy zbagatelizować. Sam Peter Holt nie był zresztą abyt aktywnym właścicielem i pozostawiał decyzje kadrowe w rękach Popa i Buforda. Z doniesień sprzed kilku miesięcy dowiadujemy się jednak, że para ma się niedługo rozwieść. Ta sytuacja znacząco destabilizuje klub, który uchodził za wzór idealnej organizacji. Nie uważam przy tym, że kobieta np. Julianne Hawn Holt nie jest wstanie prowadzić klubu. Jednak problemy z właścicielstwem drużyny sprawiają, że pewna stabilność, która charakteryzowała Spurs odchodzi do przeszłości. Rozwód państwa Holtów może skończyć się sprzedażą klubu w ręce człowieka, który może okazać się kolejnym Danem Gilbertem czy Vivkiem Ranadive. Wprawdzie Julianne Holt zapewnia, że do sprzedaży klubu nie dojdzie, ale powinniśmy być przygotowani na taką ewentualność. Pomimo tego, że ewentualny nowy właściciel powinien okazać się kompetentnym człowiekiem, to możliwa zmiana na samym szczycie struktury klubu pozbawia nas pewnego komfortu, którym cieszyliśmy się jako kibice Spurs. Pomyślcie tylko ile czasu zajęłoby Vivkowi zniszczenie wzorowej organizacji San Antonio.

Zmiana, która dopiero nastąpi to nieuchronna emerytura Gregga Popovicha. Chciałoby się żeby spełniła się wizja z obrazka, a Pop został w Spurs na zawsze. Niestety zostało mu w baku już tylko kilka lat. Choć na ławce Spurs siedzą potencjalni kandydaci (i kandydatka) na jego następcę, to odejście jednego z największych trenerów w historii tej gry bez wątpienia wpłynie na zespół. Myśl trenerska Popa jest jedną z najbardziej uznawanych w lidze, jego dawni asystenci – Budenholzer i Brett Brown z powodzeniem trenują bardzo dobre drużyny. W tym sezonie Spurs stracili kolejnego asystenta - Jamesa Borrego, który został head coachem Charlotte Hornets. I tu pojawia się problem – data odejścia na emeryturę Popovicha nie jest jeszcze znana, a inne kluby aktywnie rozmawiały z najbardziej obiecującym asystentem – Ettore Messiną. Kluczową decyzją Spurs powinno być utrzymanie Włocha na ławce, gdyż to właśnie on jest najlepszym gwarantem jakości na posadzie trenera, na jaki Spurs mogą liczyć. Becky Hammond często pojawia się w dyskusjach medialnych, ale jej doświadczenie trenerskie jest znikome – raptem kilka meczy w lidze letniej. Dopiero w tym sezonie trafi do „pierwszej ligi” asystentów Popovicha, zajmując miejsce Jamesa Borrego.

Emerytura Popa i ewentualna zmiana właściciela może wywołać trzęsienie ziemi w organizacji. Właśnie dlatego obecny managment powinien postawić sobie za priorytet zredukowanie skutków tych zmian. W międzyczasie musimy przyzwyczaić się do faktu, że Spurs stali się zwyczajną, pozbawioną statusu perfekcyjnej organizacji, drużyną NBA. Mamy swoje złe kontrakty - Gasol i Mills za niemal 30 milionów w przyszłym sezonie. Pojawiła się też drama z udziałem najlepszego zawodnika, którego stratę dopiero odczujemy boleśnie, nie mogąc przebić się do grona kontenderów. Pomimo tych problemów, a może właśnie dzięki nim, ekscytuję się nadchodzącym sezonem znacznie bardziej niż w zeszłym roku – niezależnie od tego, że Spurs nie mają już żadnych nadziei na mistrzostwo.