Relacje

Ktoś tu roztrwonił przewagę i przegrał, tym razem to Spurs

30 marzec 2017r. dodane przez Paweł Ostrowski

Ktoś tu roztrwonił przewagę i przegrał, tym razem to Spurs

Taki tytuł najbardziej pasuje do tego co Spurs potrafili robić i w czym byli naprawdę nieźli. Drużyna, która wychodziła w tym roku z niezłego bagna, chociażby kiedy z Sacramento mieli już przegrany mecz, tym razem sami rozstwonili to co zbudowali już w pierwszej kwarcie i szanse by przegonić Warriors w tabeli o 'jedynkę' praktycznie zmalały do zera.

GOLDEN STATE 110, SAN ANTONIO 98

Spurs, kiedy zdobywali 30 lub więcej punktów w pierwszej kwarcie byli niepokonani. Byli także bez porażki kiedy mają 20 punktów przewagi w jakimkolwiek punkcie meczu. Wyobraźcie sobie zatem jaki to był szalony mecz, skoro przegranym z tego pojedynku była właśnie ekipa Gregga Popovicha...

To był moment, kawałek szansy kiedy Kevin Durant doznał kontuzji a Warriors grali katastrofalnie źle, nie zdobywali 100 punktów w meczu, zatrudnili Matta Barnesa z wolnej agentury, szukali minut na zastępstwo w kolejnych osobach z końca ławki. To był ten cień szansy by to wykorzystać i wskoczyć na pierwsze miejsce w konferencji, które dałoby Spurs przewagę parkietu w ewentualnej potyczce z Wojownikami.

Nic takiego się nie stało, bo brak skupienia w domowym pojedynku z Portland Trail Blazers i zaraz potem kolejna porażka w Memphis spowodowały, że nawet na chwilę Golden State nie stracili tego pierwszego seedu. Co innego zrobili Boston Celtics Brada Stevensa (choć już znów to stracili). Przy takim obrocie spraw konieczne było zgarnięcie zwycięstwa w bezpośrednim pojedynku z największym rywalem, co mogło wydawać się być możliwe po tym co zobaczyliśmy w poniedziałek w meczu z Cavaliers.

Nic z tych rzeczy. Warriors, którzy grali mecz dzień po dniu, a łącznie to był trzeci mecz w przeciągu czterech nocy pokazali dlaczego są najlepszą drużyną całej NBA. Bez swojego najlepszego zawodnika w ataku Kevina Duranta i starcie meczu 0-15, 3-23, wracali do tego pojedynku już od tej samej kwarty (po wprowadzeniu na parkiet Andre Igoudali) i pokonali Spurs zamykając temat pierwszego miejsca w konferencji Zachodniej. Dobijał marzenia San Antonio nie kto inny jak ten goniący za pierścieniem, David West...

Spurs stracili szybko swój ofensywny flow, słowa uznania tutaj dla obrony Dubs, którzy po niepowowdzeniach na starcie (nawet spudłowane dunki McGee) i bezczelnej taktyce Popovicha (Spurs nie używali ani Greena ani Leonarda do krycia Curry'ego, pozostawiali także Igoudale bez krycia), obrócili jeszcze wynik meczu przed przerwą, 57-54.

Druga połowa zaczęła się dokładnie tak, jak zakończyła się część poprzednia. Spurs nie mieli miejsca na łatwe punkty i to poszlo już za daleko. Bardzo dobra i czujna obrona Manu Ginobiliego była bez znaczenia, aktywna gra Greena już od początku meczu (cztery trójki, walka na tablicach) też, wszystko co dobre odbywało się w pierwszej kwarcie. Do meczu nominowany Anderson, Gasol i nawet w podstawie Leonard nie mógł zrobić takiej różnicy, by zdobyć ponownie prowadzenie.

Kiedy tylko była jakaś nadzieja w postaci trójki Manu Ginobiliego (-4), od razu odpowiedział mimo świetnego krycia Klay Thompson...

A na końcu dział się David West. Zdobywał punkty na Greenie w post, miał 15 punktów i najlepsze +23 w 22 minuty akcji. Zdobył w samej czwartej kwarcie 11 oczek i miał 5 asyst + 2 bloki. RINGS.

Środek meczu był dla Dubs, w nim było aż 67-44 w plecy, Steph Curry może znów się uśmiechać, bo kiedy mecz był na styku ten był wyjątkowy. Zdobył w samą porę 13 punktów w kwarcie nr 3 i rozdając 3 ze swoich 11 asyst. 

Kawhi Leonard spudłował 13 z 20 oddanych rzutów, miał pięć strat przy siedmiu asystach, Jonathon Simmons powąchał parkiet dopiero wtedy gdy mecz był już rozstrzygnięty, Anderson dostał szansę po dobrych minutach z Cavs. 

W tym tygodniu nie koniec klasowych meczy, już w piątek gramy z Thunder a w niedzielę o polskiej porze (21:30) mecz z Utah Jazz. Wszystkie pojedynki w tym tygodniu są pokazywane przez otwarte telewizje w USA, tylko czy będzie okazja pooglądąć Spurs w pełnych składach?

Pop może już w pełni spokojnie dawać wolne zawodnikom przed PO.