Relacje

Koszykówka wróciła do San Antonio, wygrana z Timberwolves

19 październik 2017r. dodane przez Paweł Ostrowski

Koszykówka wróciła do San Antonio, wygrana z Timberwolves

Od ostatniego meczu z Golden State Warriors minęło prawie pięć miesięcy, przez ten czas zastanawialiśmy się nie czy, ale jacy wrócą Ci San Antonio Spurs. W pierwszym meczu, w którym na otwarcie kwarty tempo naszej gry było tak wolne jak bieg Mr Andersona Spurs zaczęli mocno ale skończyli jeszcze mocniej przeciwko Timberwolves.

MINNESOTA 99, SAN ANTONIO 107

Dużo podziało się w obozie San Antonio podczas offseason ale chyba jeszcze więcej podziało się w obozie Timberwolves, którzy dodali topowego skrzydłowego ligi Jimmy'ego Butlera, tworzącego piękne trio z jeszcze młodszymi Townsem i Wigginsem (który podpisał przedłużenie warte $150 milionów), wspieranymi Jeffem Teaguem jako rozgrywającym.​

Największą gwiazdą jednak w środową noc był nasz zawodnik, LaMarcus Aldridge, który zbierał dobre opinie w preseason, przedłużył kontrakt z włodarzami San Antonio a teraz poprowadził drużynę do zwycięstwa, 14stego z rzędu przeciwko T-Wolves w domu.

Aldridge, dla nas jeszcze raz podbudowany, zdobył 25 punktów, miał 10 zbiórek, 4 asysty i dwa bloki grając jak tyrając po obu stronach parkietu. Był pierwszą opcją w ofensywie, często dostawał piłki na swoich pozycjach, tyłem do kosza ale też świetnie je rozgrywał gdy zwłaszcza w pierwszej połowie był podwajany. Podejmował agresywne decyzje ale też grał dojrzale jako lider zespołu, zespołu bez swojego nominalnego lidera Kawhi Leonarda. 

Gregg Popovich przed meczem powiedział, że 32-latek wygląda na gotowego mentalnie i psychicznie w tym roku. Coach przyznał, że sam musiał zaadaptować to jak LA gra jako wysoki skrzydłowy biorąc na siebie dużą winę i odpowiedzialność za to, że ten nie czuł się komfortowo z grą Ostróg. Zrozumieć, wysłuchać, podbudować.

Mecz meczowi nie równy więc będziemy ostrożnie do tego podchodzić ale:

1) Spurs zaprezentowali świetną defensywę w ostatniej kwarcie kiedy Timbos siedzieli na ogonie gospodarzom, to była jedyna tak niskopunktowa kwarta ale gdy wszystko przyśpiesza, Pop raz jeszcze będzie zwalniał,

2) pod nieobecność Parkera zaczął i zaczynać będzie Dejounte Murray. Na każdą słabą jedną zagrywkę - faul, stratę - odpłaca się dwoma dobrymi. Pokazuje dlaczego zasługuje na minuty gry. Jest super wysoki jak na swoją pozycję, jest atletyczny, nie jest dokładny ale jest bardzo przydatny. Z piłką i bez niej. Zdobył 16 punktów mając tylko jedno pudło w meczu.

3) Pop swoje pierwsze zmiany w meczu wykonał na raz tzn. wymienił Murray'a, Greena, Andersona na Millsa, Gay'a i Ginobiliego. Ten pierwszy zaczął mecz od trójki, 40 latek dołożył też jedną w tej samej kwarcie a Rudy Gay kończył mecz dla Spurs i był częścią niskiego składu, który pomógł odłożyć mecz do zamrażarki.

Gay jest mało zwinny, powtórzę to po raz drugi bo to dla mnie nieco nieprzyjemny widok, ale wkładał energię w defensywe, miał świetny dunk w szybkim ataku, dodał do tego kilka niezłych ruchów po dryblingach. Zakończył mecz mając 14 punktów i 5 zbiórek, 2 asysty i przechwyt. Piszcie w komentarzach czy coś wam nie pasowało w jego grze.

4) Danny Greeeeeeen! "Icy hot" pracował jak inni, trafił 3 trójki i pasował do tej nieco szybszej koszykówki Spurs jak ulał. 17 punktów.

To też tylko 11 strat, hej, Timbos mieli też ich niewiele więcej (13) i mecz oglądało się dobrze.

Butler jednak przygasł w drugiej połowie i mecz przejął ofensywnie Wiggins mając 26 punktów (9/14 z gry) będąc jednak ze swoim kolegą na -19.

1-0, hell yeah.

Timmy oglądał mecz z góry, wraz z córką.