Relacje

Kompromitująca porażka Spurs w Windy City.

23 styczeń 2015r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Kompromitująca porażka Spurs w Windy City.

Tyle się wczoraj nagadałem o tym meczu z Arturem, takie analizy zostały przeprowadzone (pisali o nas nawet na fanpage'u polskiego Chicago Bulls - pozdrowienia) - jak przed Wielkim Finałem. To co się stało w Chicago było jednym wielkim rozczarowaniem. Ten mecz powinien być wykasowany z pamięci każdego z fanów Spurs, a pokazywany na zgrupowaniach Srebrno-Czarnych zamiast karnego jeżyka.

SAN ANTONIO 81, CHICAGO 104

Spurs zaczęli mecz z bardzo dobrą energią, jednak uszła ona w atmosferę tuż po występie cheerleaderek. W trzeciej kwarcie Bulls pokazali, że wzięli sobie do serca ostatnie wypowiedzi ich lidera Derricka Rose'a, który zarzucił im starania poniżej godności (przejaskrawiłem nieco dla potrzeb dramaturgii - Rose rzekł, że Bulls "are not competing"). Wracając do clue - Bulls wybili chęć podbicia Wielkiego Miasta przez Teksańczyków i zrobili run, po którym Tim Duncan chciał wracać do domu na mecz z Lakers. 27:8 zadecydowało o tym, że nie było co szukać nawet namiastki widowiska. Mecz wygrały Byki i kropka. Derrick Rose rzucił 22 oczka, a Jimmy Butler 17. Dla Spurs punktował Kawhi Leonard - 16 oczek.

Na koniec tego recapu, którego nie chciałem w ogóle pisać, wrzucę parę cytatów z klasycznego Popa:

"I'm not going to let them off. We didn't lay an egg or anything like that. We stunk,"

dalej też jest ciekawie:

"They should be embarrassed. I'm embarrassed. I hope they are."

a na sam deser:

"I want my money back!".

Dziś w nocy gramy w AT&T Center z LA Lakers, którzy niedawno ograli nas po dogrywce. Nie wiem, co o tym wszystkim sądzić. Pytanie: czy Spurs stać na naładowanie baterii w przeciągu zaledwie jednego dnia? Czy wróci im chęć do gry po tak żenującym występie w Windy City? Dowiemy się w nocy.

GO SPURS GO!!!

A jeszcze jedno: nawet w takim meczu Ginobili się zdarza: