Relacje

Kawhi Leonard show, rewanż Clippers na Spurs

22 grudzień 2019r. dodane przez Paweł Ostrowski

Kawhi Leonard show, rewanż Clippers na Spurs

Powroty Kawhi Leonarda do San Antonio były do tej pory związane z pewną zasadą - gwiazdor Los Angeles Clippers, wcześniej Toronto Raptors, nie mógł pokonać tutaj, w SA, swojej pierwszej drużyny. Tej nocy, choć bardzo byśmy sobie tego życzyli - a to się już raz zdarzyło w tym sezonie, pokonaliśmy Clippers przed własną widownią - w trzecim meczu tych drużyn w obecnym sezonie, Clippers okazali się znacznie lepsi i wystarczyło kilka minut trzeciej kwarty, by już z pewnością zamknąć mecz na swoją korzyść.

LOS ANGELES 134, SAN ANTONIO 109

Kawhi Leonard był bestią. Prawdą jest, że Gregg Popovich nie ma na niego dobrego obrońcy, wszak Dejounte Murray ostatnio stawał do bronienia Jamesa Hardena, ale ten nie został oddelegowany do bronienia Leonarda. Ani w pierwszym składzie, ani tym bardziej z ławki. Rudy Gay? Zdecydowanie nie, jest już coraz starszy i coraz gorszy w odpowiedzialności w obronie na parkiecie. Dejounte? Rozpiętością ramion tak, ale wyjątkowo łatwo Leonardowi było przesuwać sobie Murray'a ze względu na leciutką wagę, drobną posturę. Może DeMar DeRozan?

Generalnie, gdy Kawhi miał piłkę działy się dwie rzeczy - albo z obrońcami w grze przodem czy tyłem do kosza był w stanie ich przepychać by dostać się w pomalowane i kończył z dużą łatwością, a przy jumperach nie był wystarczająco kontestowany - albo gdy już dostawał podwojenie od drugiego obrońcy Spurs, Leonard był z piłką cały czas w ruchu i znajdował graczy ścinających do kosza, albo ustawionych na gotowych pozycjach zza łuku. Jasne, nie każdy taki rzut był celny, ale Clippers z wielką łatwością zdobywali swoje punkty. Do garbage time (przez trzy kwarty) zdobywali w ten sposób punktów 33, 39 i 38 odpowiednio w meczu i powiedziałbym naocznie, że 70% z nich pochodziło po fantastycznym występie, z pewnością najlepszym Leonarda w jego powrotach.

Tej łatwo budowanej przewagi nie byłoby bez Montrezla Harrella, który z ławki miał tyle samo rzutów w meczu co Leonard - 16, trafił połowę z nich ale kończył, dobijał, skakał, trafiał i Spurs nie mieli na to odpowiedzi. Pop dobrze kombinował, by w meczu dać duże minuty Marco Belinelliemu, bo to jest jak z jazdą na rowerze - tego się nie zapomina - a był potrzebny w meczu taki impuls, który pozwoli Spurs zdobywać punkty w niekonwencjonalny sposób. Wszak DeMar DeRozan w pierwszej kwarcie nie miał sobie równych w ataku, tak później to wszystko przygasło a LaMarcus Aldridge nie zrobił niestety żadnej różnicy w meczu.

Leonard zdobył 26 punktów, miał 9 pięknych asyst i 7 zbiórek i gdybym miał ocenić jego występ to był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem na parkiecie, a do wielu akcji nie musiał się nawet spocić. Mam gościa w samej czołówce graczy NBA, tylko jest pewna nieścisłość w moich oczach po obejrzeniu czwartkowego meczu na szczycie Lakers - Bucks. To nie on, a zdrowy Anthony Davis jest najlepszym obrońcą na Giannisa, z którym jestem pewien, że przyjdzie się mierzyć w tegorocznych Finałach NBA.

Spurs? Nie są już super teamem i to jest świetny czas na przebudowę. Łatwiej byłoby im to robić, gdyby zrobili pierwszy ruch jakim jest oddanie DeRozana, gwiazdy, która w tej lidze się nie sprawdza mimo czystego talentu do zdobywania punktów. Póki jeszcze ma kontrakt z nami, miejmy coś za niego.