Relacje

Jazz łamią serca Spurs

13 luty 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Jazz łamią serca Spurs

Spurs przegrali drugi raz z rzędu, tym razem po bardzo wyrównanej końcówce z Utah Jazz w Salt Lake City 99:101.

To była niewątpliwie frustrująca noc dla każdego fana San Antonio Spurs, jak również, mniemam, dla samych zawodników z Alamo City. Bez swoich trzech czołowych graczy (Leonard, Gay i LMA) Ostrogi ambitnie stawiły czoło najbardziej gorącemu zespołowi ligi – Utah Jazz.
Spurs prowadzili w czwartej kwarcie już 13. oczkami (83:70), lecz Jazz zwarli szyki obronne (Derrick Favors i jego bloki, palce lizać) i rozpędzili ofensywę (Donovan Mitchell znalazł formę strzelecką właśnie w samej końcówce dając Jazz dziewięć ostatnich punktów meczu, w tym celny rzut z wyskoku na 40 sekund do końca na 100:99).
Sama końcówka meczu była bardzo emocjonująca. Najpierw Jazz (a w zasadzie Donovan Mitchell) rzucili dwie trójki z rzędu zbliżając się na krok do Spurs, by w dalszej kolejności mieć przed oczami wojnę nerwów i kosz za kosz niczym w pojedynku tenisa stołowego pomiędzy Koreą Płd. a Chinami.
Spurs mieli szansę, by to spotkanie wygrać, lecz Kyle Anderson został zepchnięty do linii końcowej, co spowodowało, że Manu musiał oddać ostatni rzut bez żadnego przygotowania, desperacko, na wariackich papierach (i prawie go trafił).
Oglądając to spotkanie miałem jedną myśl przewodnią – ciekawe jak Spurs zagraliby mając do dyspozycji wszystkich zdrowych i ogranych graczy? Przecież już od jakiegoś dłuższego czasu lecimy w lidze rezerwowym składem (niepełnym) i idzie nam całkiem dobrze (wyśmienicie, jeśli spojrzymy na nasz bilans), zwyczajnie brakuje nam nieco szczęścia, przyznajcie sami. Jeśli założymy, że Kawhi zdąży wrócić przed playoffami, wdroży się w grę, to czy Spurs będą wówczas w roli pretendentów? 
Wracając do meczu, jestem dumny z D-Murray’a, który kapitalnie dziś bronił Donowana Mitchella. Robił to świetnie – Mitchell wszak rzucił 25 oczek, ale z 28 rzutów. 
Kyle Anderson też spisał się wyśmienicie – 16 punktów, wielka, moim zdaniem, poprawa gry w obronie i w końcu skuteczne i świadome wykorzystywanie swoich warunków fizycznych.
Pau Gasol też zagrał bardzo dobry mecz – 15 punktów, 15 zbiórek, parę ważnych koszy, dobra gra pod koszem – za to mu płacimy, prawda?
W drużynie Jazz nie zagrał Ricky Rubio, który był naszym katem w ostatnim pojedynku (wówczas rzucał wszystko i trafiał zewsząd). W ostatnich minutach meczu nie zagrał też kapitalnie dysponowany Rudy Gobert, którego trener Jazz zastąpił Derrickiem Favorsem.
To była 10. z rzędu wygrana Jazz, którym życzę playoffs i chyba wskakuję na ich „bandwagon”. To była także druga porażka Spurs z rzędu, którym życzę wytrwałości i więcej szczęścia. Lepsze czasy przyjdą, nie mam żadnych wątpliwości.
Przed nami mecz z Denver, czy go wygramy?

Trochę highlightów z nocy: