Relacje

James (Harden) królem Zachodu, 61 punktów jednego gracza

23 marzec 2019r. dodane przez Paweł Ostrowski

James (Harden) królem Zachodu, 61 punktów jednego gracza

Bóg. Koszykarski oczywiście, ale Bóg. Harden wyrównał swój rekord kariery i rzucił przeciwko San Antonio właśnie 61 punktów. Już w pierwszej kwarcie miał w pojedynkę więcej punktów niż cała drużyna San Antonio Spurs (27, SA 24). Ta erupcja jego ofensywnej gry okazała się znamienna w skutkach, bo popsuła Spurs świetny comeback do meczu.

SAN ANTONIO 105, HOUSTON 111

Step-back trójki, wymuszenia fauli, lay-upy, floatery, dostawanie się pod kosz - James Harden kocha tą grę i ją zdefiniował po części. Inicjuje kontakt z obrońcą jak mało kto. To frustrujące dla nas i dla oglądających, ale tak się właśnie stanie, jeśli grasz przeciwko niemu.

Spurs zagrali tej nocy jeden z najlepszych meczy na wyjeździe w tym sezonie ale raz jeszcze swoich szans, swojego prowadzenia, nie dowieźli.

Jeszcze rok temu, ok dwa lata temu, graliśmy przeciwko Rockets tak, że tylko ten pan mógł go wyciszyć

Albo mieliśmy takiego bohatera:

Potrzebujesz do zatrzymania Hardena ludzi, ludzi czujnych, szybko uczących się na błędach. Generalnie Spurs kiedy nie mają dobrego jednego obrońcy kwitną w team-defense i liczą, że przestanie wpadać.

James Harden jednak był faulowany aż dwukrotnie przy rzucie za trzy w samej pierwszej kwarcie, 27 punktów w kwarcie to wyrównanie sezonu D'Angelo Russella ale też znalazłem inny stat, który mówi, że 37 puntów do przerwy rzucone przez jednego zawodnika to coś, czego nikt jeszcze historii Spurs nie dokonał. Do przerwy wyglądało to naprawdę źle, jeszcze LaMarcus Aldridge był bez punktów, DeRozan po dwóch kwartach miał ich 5, Gay miał problemy z faulami (Spurs też nie wyszli Poetlem w pierwszej piątce).

Przy prowadzeniu +19 dla Rockets i małej mojej wierze na końcowy wynik Spurs skądś wytrzasnęli iskrę w obronie i próbowali zmusić wszystkich innych poza Hardenem by rzucali. Na dodatek, kiedy idzie w obronie idzie też w ataku łatwiej, liderzy zaczęli się rozkręcać a Poeltl dla nas zbierał w ofensywie i dobijał w końcówce trzeciej kwarty, cały effort oznaczał, że całe 19 punktów zostalo odrobione! Był remis po 81 po trzech kwartach.

Nie tracąc impetu San Antonio weszło w ostatnią część meczu, pojawiło się pierwsze w meczu prowadzenie, które wynosiło aż 6 punktów na nieco około 4 minuty przed końcem (100-94).

Od tego momentu łapałem się za głowę i nie tylko ja.

Harden trafił trzy trójki. Pod rząd.

100-97

100-100

100-103

Potem jeszcze dwa floatery na odpowiedź dwupunktowej akcji DeRozana i 61 punktów, strata momentum, strata wygranej stało się faktem. 

I jak zawsze bałem się o Chrisa Paula, że będzie już lał Spurs do końca swojej kariery to skupienie obrony oprócz oczywistego gwiazdora Hardena, powinno też pójść w stronę Erica Gordona. Błagam, omińmy Rockets i Warriors w pierwszej rundzie Playoffów. Na serię siedmiomeczową Pop mógłby defensywnie coś tu wymyśleć, ale zostawmy to na później.

ALE. Ta (druga z rzędu) porażka spowodowała, że spadamy na ósme miejsce na Zachodzie i gdyby Playoffy zaczęly się dziś, zagralibyśmy z Warriors. 

To już 118 punktów Hardena w dwóch ostatnich meczach,

to też 1-10 z dystansu Davisa Bertansa za trzy w tym meczu (17-63 na ostatnie 13 spotkań).

To był naprawdę dobry mecz San Antonio. Ale królował król.