Relacje

Czy Spurs są zespołem jednego gracza?

14 luty 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Czy Spurs są zespołem jednego gracza?

Spurs wygrali z Indiana Pacers 110:106 w kolejnym meczu rodeo trip, po blamażu w Nowym Jorku. Znów Kawhi był osamotnionym jeźdźcem apokalipsy.

 

SPURS : PACERS 110:106

Dynamiczny rozwój Kawhiego Leonarda jest dla mnie zbawieniem i spełnieniem wszelkich marzeń dotyczących Spurs, którzy zaliczają, póki co, bardzo dobry sezon oparty przede wszystkim o umięśnione barki Leo.

Leo jest dzieckiem Spurs, który odpowiednio wychowywany i pielęgnowany wyrósł na lidera zespołu i kontynuatora pięknych tradycji i idei duncanowskich.

Przyznaję, miałem wątpliwości, czy ten introwertyk (może tylko pozornie), skromny chłopiec z corn braids na głowie, zupełnie niemedialny będzie w stanie to wszystko udźwignąć.

Kiedy zdaję sobie sprawę, że Kawhi od pierwszych swoich sezonów musiał toczyć pojedynki z największymi graczami tej ligi w playoffach i je wygrywać, to przecieram oczy ze zdumienia.

Najbardziej cenię sobie w nim tę jego niebywałą łatwość w poruszaniu się po boisku, podejmowanie decyzji, brak strachu przed kimkolwiek. Ta łatwość przejawia się w płynności ruchu, rzutach z dystansu, wszelkich jego kocich ruchach, szalonych powrotach do obrony.

Powinniśmy być szczęśliwi, że trafił nam się taki diament wyłoniony z jakiegoś przejawu geniuszu podczas wymiany w noc draftu.

Kawhi robi w tym sezonie krok milowy w swojej karierze. Cała jego praca zaczyna dawać soczyste owoce. Jest doceniany, przeciwnicy go szanują i czują przed nim strach (piszę to bez wahania).

Czy Spurs są „zespołem jednego gracza”? Na pewno nie. Jednak bywają mecze, w których to Kawhi musi brać całą odpowiedzialność za grę swojego zespołu (i to jest oczywiście zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, co napisałem wyżej), niemniej jednak odnoszę wrażenie, że Leo dostaje od swoich kolegów mniej niż powinien i mniej niż na to zasługuje.

To jest wygodne – osuwać się w cień takiego gracza jak Kawhi – maskować faktyczne problemy, zapominać o nich, dawać im czas na rozwiązanie. Jednak powinniśmy zwrócić uwagę na kilka ważnych aspektów, które mogą wyjść na wierzch podczas ważniejszych meczów (zwłaszcza tych w playoffach) – problemy Danny Greena, Tony Parkera i LaMarcusa Aldridge’a.

Pierwszy z nich nie potrafi wrócić do formy strzeleckiej sprzed co najmniej roku – owszem jest kapitalnym obrońcą, jednak Spursom brakuje starego D-Greena, który seryjnie rozwalał przeciwników swoimi trójkami. Green dostaje 10 milionów bucksów za swoją grę ……

Tony Parker nie jest już tak eksploatowany przez Popa jak dawniej i wydaje się, że zostało mu już niewiele paliwa w baku. Jednak jego wejścia pod kosz, rozbijanie obrony czy rzuty z łokcia były bardzo przydatne i nieraz ratowały tyłek.

LaMarcus Aldridge lubi być w cieniu Kawhiego – ktoś napisał celnie, że „LMA pasuje rola Robina przy Batmanie”. LMA często gra na średnim, nijakim poziomie. Oczekuję czegoś więcej od gościa, który przez lata był liderem Blazers i który potrafił przejmować mecze i je wygrywać. LMA dostaje duże pieniądze za swoją grę, więc i oczekiwania wobec niego są duże.

Wydaję mi się, że w całkiem nieodległej przyszłości musi nastąpić jakiś przełom w Spurs – pisze tu o nazwijmy to „rewolucji pokoleniowej”, której jestem wielkim fanem. Co o tym sądzicie?

BTW. Nie napisałem słowa o meczu z Pacers.