Relacje

Być tak blisko i zejść jako przegrani...

15 maj 2017r. dodane przez Paweł Ostrowski

Być tak blisko i zejść jako przegrani...

Golden State Warriors przetrwali. Przetrwali swój trap game, swój mecz po siedmiu dniach odpoczynku, bez podróży, bez meczowego wysiłku i bez tego rytmu. Przetrwali dzięki swoim gwiazdom, bo Kevin Durant i Steph Curry w drugiej połowie stawali na głowię by powrócić do meczu. Przetrwali też dzięki ponownej kontuzji kostki Leonarda, dokładnie tej samej, przez którą pauzował w meczu nr 6 z Houston Rockets.

To był mecz, którego dlugo nie zapomnimy ale lepiej niech szybko zrobi to rotacja i trener San Antonio Spurs.

SAN ANTONIO 111, GOLDEN STATE 113

Kiedy w pierwszej połowie osiągasz wynik +25, do szatni schodzisz przy wyniku +20, grasz jak natchniony - spokojnie, ale jak uzależniony od swojej dobrej gry, ufasz każdemu ze swoich zawodników - ten mecz jest prawie twój. Jeśli do tego przeciwnik nawala, jest jeszcze latwiej i ten mecz powinien być twój. 

LaMarcus Aldridge grał jak gwiazda, przypomniał dlaczego był długo brany pod uwagę jako najlepszy podkoszowy tej ligi - nigdy nie forsował rzutów, był przy każdym z nich pewien, nie wachał się, wygrywał swoje matchupy i pokonywał w pomalowanym Draymonda Greena a także ogrywał jegomość Kevina Duranta. Manu Ginobili w drugiej kwarcie miał swoje momenty, kiedy trafił trójkę a po timeoucie dołożył skutecznie szybkie cztery kolejne punkty. Dejounte Murray i Jonathon Simmons są twoimi zmiennikami już w pierwszej kwarcie i nie widzisz po nich nawet małego strachu. David Lee poza stratą i oddaniem piłki wprost Stephowi Curry'emu na jego trójkę przy błędzie przy wybiciu grał bez oddania rzutu w 13 minut pierwszej połowy na +24. Kawhi Leonard, absolutny must-have w tej serii dla Spurs, był w swoim rytmie i Warriors nie mieli wciąż na niego odpowiedzi, w 24 minuty miał 26 punktów będąc fenomenem po tej stronie parkietu. 

I ta obrona, kiedy San Antonio czyta grę rywali, kontroluje deske, zatrzymuje na 16 punktach Golden State w pierwszej kwarcie.

Co może pójść źle?

W tej serii absolutnie nie bądź niczego pewien.

Narracje jakie tworzą dla nas każdy jeden mecz Playoffów to męcząca sprawa, sam się na tym przejechałem, gdy na szansach San Antonio Spurs postawiłem krzyżyk.

Ale w trzeciej kwarcie stały się rzeczy, o których chce zapomnieć a niektórzy muszą się z tego podnieść...

Golden State Warriors zdobyli szybkie cztery punkty na początek, Kawhi Leonard po celnej trójce w odpowiedzi lądował tak niefortunnie, że opadając po rzucie nadział się gdzieś na jedną z nóg swoich kolegów z ławki. Pop zarządził timeout, bo mimo 55-75 to defensywa Spurs zaczynała pękać. Leonard wrócił do gry i stało się to:

Czy Zaza MVP Pachulia zrobił to specjalnie? Czy oceniłbyś to jako dirty play?

Kawhi trafił jeszcze dwa rzuty wolne, bo był w stanie ale zaraz zszedł do szatni i niestety szedł z pomocą lekarza.

Po tym jak zszedł z parkietu, Golden State Warriors zrobili serię 18-0, grali mało Andre Igoudalą, w Oracle Arena rządziły gwiazdy i potem działa się tylko ogromna walka Spurs do końca o to, by tego nie przegrać, czego finalnie i tak nie ominęli.

Spurs z Leonardem na parkiecie: +21

Spurz bez Leonarda na parkiecie: -25.

Ale to nie tylko to:

20 minut dla chcących i pobudzonych Golden State Warriors to tona czasu. LaMarcus Aldridge kiedy forsował w czwartej kwarcie był tylko 1-8 z gry, ale graj sobie przeciwko dwóm MVP i dwóm All-Starom w swoim prime. Nierówne to szanse, co? 

Spurs już potwierdzili na jutro badania MRI dla Kawhi'a i jego status przed meczem nr2 jest nieznany, choć wiele głosów twierdzi, że jest to niemożliwe by wziął on w nim udział.

Moje serce rozerwało się na tysiąc części tracąc w taki sposób zwycięstwo. Spurs mieli szansę w tej serii przy kontuzji ktoregoś z gwiazdorów gospodarzy, tymczasem sami, mając pod kontrolą Game1 stracili raz jeszcze Leonarda a przy tym stracili potencjalnie najlepszą szansę na steal tutaj w hali Oracle Arena.

W końcówce były jeszcze nerwy i szansę, ale przy stanie 103-106 dla Spurs dwukrotnie w ofensywie zbijał piłkę Livingston co w końcu Curry zamienił na remis a później przewagi nie oddali.

Dobranoc.

Jak wygrywać to z równymi szansami, Zazo.