Relacje

Boris Diaw to the rescue, mamy remis

29 kwiecień 2014r. dodane przez Paweł Ostrowski

Boris Diaw to the rescue, mamy remis

37-letni Vince Carter wsadził na nóż w plecy w sobotnim Game 3 ale tym samym odpłaca się jeden z Ostróg. W poniedziałkowym nie takim małym must-win Game 4 Spurs prowadzili nawet dwudziestoma oczkami w trzeciej kwarcie by zwycięstwo zapewnić sobie dopiero w ostatnich sekundach meczu wysokim pick-and-popem dwóch Francuzów i uderzeniem za 3 na wprost kosza Borisa Diawa. Playoffy.

BOX-SCORE

Przez chwilę wyglądało to tak, jakby Spurs mieli wracać do San Antonio mając na gardle trzy mecze do wygrania. W pierwszej kwarcie po sześciu minutach mieli zdobyte tylko dwa punkty a Dallas 12. Beznadziejne powroty do obrony, nieodnajdywanie się we wczesnej ofensywie, Dirk trafiający jumpery, Monta Ellis trafiający trójkę a Saumel Dalembert kontestujący wszystko jakby był Dikembe Mutombo. Wszystkie te rzeczy widzieliśmy przez pierwsze trzy mecze i mieliśmy pełne prawo mieć przed oczami czarne scenariusze.

Przynajmniej do czasu zmiany Manu Ginobiliego. Nie spodziewałem się, że tyle będzie leżeć na jego barkach ale jemu w to graj. Argentyńczyk jeszcze w pierwszych 12 minutach zaliczył 8 punktów czy to grając do kosza (mistrz eurostepu) czy trafiając po wybiciu piłki z boku. Spurs wyraźnie odzyskali wigor ale nadal zamknęli kwartę przegrywając 18-23.

32-13 na korzyść Spurs to była najlepsza ich kwarta we wszystkich dotychczasowych w tej serii. Kto zrobił różnicę? Ławka. Gracze rozpoczynający mecz w meczowym dresie rzucili 26 punktów do przerwy - dla porównania starterzy Mavs w tym samym wymiarze czasowym mieli ich 27. Świetne akcje Kawhi Leonarda walcząc o piłkę, aktywniejsza gra w obronie, Patty Mills grający w kontrze, Ginobili znajdujący pod koszem Splittera i Duncana. To było momentum. Na to czekaliśmy. To ławka miała zrobić tą różnicę od początku, czyż nie?

Do przerwy było 50-36, po layupie Tony Parkera na dziewięć minut przed końcem było już 58-38, Spurs rozpoczęli z podobną energią i mogli cieszyć się już z dwudziestopunktowego prowadzenia. Totalnie odcięty z serii Danny Green, podobnie jak Marco Belinelli, został zamieniony nawet na Millsa grającego u boku Parkera, Dirk złapał czwarty faul i wydawało się, że jest spokojnie. Monta Ellis trafił trójkę, Pop wziął czas, bardziej w celach wychowawczych i ostrzegawczych, by pilnować tego prowadzenia. Czy Ostrogi mają problem z koncentracja - możemy mieć takie obawy. Mavs zaczęli wolno ale grali swoje, skupiając się na pick&rollach i handoffach, kilku dobrych obronionych akcji Cartera i reszty. 

Na 4:47 przed końcem 3Q pierwszą wizytę w meczu zaliczył DeJuan Blair, przez cztery sezony grający dla Spurs, którzy poświęcili dla niego pick z pierwszej rundy. Blair miał być game-changerem naszych serii z Thunder dwa lata temu, nim nie został. Miał jednak w tym meczu solidny udział przy którym jego nowy pracodawca, Mavericks prawie wyrwali Ostrogom zwycięstwo. Blair w 16 minut zaliczył 12 punktów, perfekcyjne 5-5 z gry, 11 zbiórek, 2 przechwyty. Był powodem powrotu Mavs, na którego Pop nie miał wygodnego obrońcy. Na 6:22 przed końcem meczu na tablicy wyników był już remis, po 77.

Blair wyprowadził nawet swoją drużynę na prowadzenie, pierwsze od fragmentów drugiej kwarty, 81-80 ale potem został wyrzucony z boiska. Na 3:08 przed końcem przy wyniku 83-82 dla Mavs, Tiago Splitter zawalczył o piłkę zderzając się z Blairem przy czym oboje wylądowali na parkiecie odgwizdając faul tego drugiego. Ale akcja nie skończyła się w tej chwili - Blair kopnął Brazylijczyka w głowę. Nie jesteśmy w szoku, że go wyrzucili.

Na 32 sekundy przed końcem regularnego czasu i remisie po 87, gdy wyglądało to na kolejny thriller i być może kolejny cios na który Spurs nie byli przygotowani Tony Parker znalazł fenomenalnego dziś w końcu Diawa na trójkę na zwycięstwo. Dirk Nowitzki zmniejszył jeszcze prowadzenie do jednego punktu w kolejnym posiadaniu a Manu Ginobili trafił tylko jednego osobistego, na 91-89. TNT rzuciło flashbackiem do rzutu Cartera z soboty ale nikt z zawodników Spurs nie potrzebował przypomnienia jak pechowo przegrali mecz nr 3. 

Tym razem Mavericks zagrali coś innego, na remis mając 10 sekund do końca. Zagrali akcję, która przynosiła im wcześniej benefity. Podali do Dirka a ten zagrał dwójkową akcję z Monta Ellisem, Spurs musieli switchować i Ellis miał przed sobą nie tak szybkiego Diawa ale po prostu spudłował. Ginobili ponownie na linii ale tym razem zamroził mecz, 93-89.

Frontcourt San Antonio a właściwie trójka Kawhi Leonard, Tim Duncan i Tiago Splitter mieli 32 zbiórki w tym 10 w ataku ale znów jako zespół Dallas nie pozwolili Spurs rozwinąć skrzydeł i zatrzymali ich na 16 asystach. Oba zespoły trafiały na miernym poziomie zza łuku, bo nieprzekraczającym 30%. Spurs mieli znów, dozę szczęścia ale do kart historii tej, wyrównanej już 2-2 serii zapisujemy przede wszystkim wielki rzut Diawa za 3.