Relacje

Bez niespodzianki z Suns (1-5), spacerek na koniec października

1 listopad 2018r. dodane przez Paweł Ostrowski

Bez niespodzianki z Suns (1-5), spacerek na koniec października

Niemal bezbłędna była gwiazdorska para San Antonio więc nie było potrzeby ich trzymać na dużych minutach - średnio DeMar DeRozan do tej pory gra 38.8 minuty na mecz, LaMarcus Aldridge 37.2, w końcu rozegrali poniżej 30 minut. Nie było potrzeby też rozgrywania crunch time, bo rywal był chyba najsłabszy z możliwych na Zachodzie, Phoenix Suns i to bez swojego najlepszego gracza, Devina Bookera (kontuzja).

SAN ANTONIO 120, PHOENIX 90

Pierwsza pewna wygrana w tym sezonie była wręcz relaksem dla samego klubu, dla nas kibiców. Najstraszniejsza noc w roku nie była taka straszna w obawie o wynik. Wystarczyło mieć gorących ludzi rzutowo, trochę dobrej obrony i Spurs okazali się zbyt mocni dla młodziutkiego składu Suns.

DeRozan zdobył 25 punktów, Aldridge miał ich 24, razem złożyli się na 20-25 z gry i Spurs zaliczają cenną wygraną na wyjeździe. Właściwie, w delegacjach Spurs mają stats bardzo niekorzystny, wiemy jak dołował zespół w poprzednim sezonie w tym elemencie. Ostatni raz wygraliśmy na wyjeździe (z drużyną bez LeBrona w składzie) 7 lutego na rozpoczęciu Rodeo Trip. Dużo od tego czasu minęło ale ta drużyna, która przez lata właśnie miała dodatni bilans meczy na wyjeździe, następnie przeszła do tej nieefektywnej w ostatnim sezonie, musi nam jeszcze sporo udowodnić, że sprawy uległy poprawie.

W meczu, w którym +30 było już w drugiej kwarcie, Spurs osiągneli odpowiednie prowadzenie po serii 24-7. Nigdy się nie obejrzeli za siebie. Zaskakująco dużo punktów Spurs zostało zdobytych z pomalowanego, w całej nocy było to 66 punktów.

Roster: kolejne minuty Quincy'ego Pondextera w pierwszej połowie, Davis Bertans okupuje pozycje nr 4 'stretch-four', a obaj panowie Cunningham i Gay nadal zaczynają w piątce mecze. Marco Belinelli ma zielone światło na wszystko i chyba Pop w taki sposób pokazuje jak tęskni za Manu. W garbatych czasach zagrał Jakob Poeltl i Chimezie Metu, ot co.

Niewiele tu do dodania. ESPN miało mieć transmisję, wybrali fatalnie.