Relacje

1176. wygrana Popovicha

3 styczeń 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

1176. wygrana Popovicha

Spurs ululali Knicks na śmierć wygrywając mecz 100:91. Dzięki powyższemu, Gregg Popovich zrównał się liczbą zwycięstw w jego wspaniałej karierze z George'm Karlem. Gratulacje, Pop.

Po porażce z Pistons w iście kompromitujący sposób, Spurs wyruszyli do Nowego Jorku z założeniem nie schrzanienia kolejnego meczu. Tym razem widać było wolę walki i determinację, których zwyczajnie zabrakło w meczu z Tłokami. Gra Ostróg nie była, rzekłbym, "wysokich lotów", a raczej "kołysanką do grobowej deski". Wynik szybko rozszedł się nawet do 18 oczek w pierwszej połowie dla Spurs, więc nawet fatalna czwarta kwarta w wykonaniu zawodników z Alamo City (4/20 z gry) nie zaszkodziła - Ostrogi wybroniły wynik i spokojnie doczekały syreny końcowej pozostawiając nas, zgłodnialych emocji fanów, gdzieś na środku oceanu nudy (ziew). Moze to ta pogoda, wiecznie w chmurach, bez słońca, na pograniczu zimy, wpływa tak negatywnie na odbiór gry Spurs, może to zmęczenie materiału, a może to faktycznie styl gry, który znów (było już tak parę lat temu) ma przynieść wygraną i tyle, bez wystrzałów. 

W każdym razie Spurs wygrali, a Pop zaliczył 1176. wygraną w jego niesamowitej karierze (monogamicznej, a jak), co dało mu piąte miejsce w historii NBA ex aequo z klasykiem George'm Karlem (młodzi nie pamiętają jego m.in. krucjaty do finałów NBA z Seatlle SuperSonics na czele z Gary Paytonem i Shawnem Kempem). Gratulacje Pop. 

W meczu w zasadzie bez historii zdarzyło się parę (dosłownie) ciekawych rzeczy. Pierwsza to kłopoty ofensywne Kawhi Leonarda, który spudłował swoje wszystkie pierwsze pięć rzutów za trzy (niemniej mecz skończył z niezlym wynikiem - 25 punktów, 8 zbiórek). Leo po meczu rzekł "czułem się dobrze".

Druga to podanie zza łuku Manu Ginobiliego do LMA, które przerodziło się w niewidzialny dla sędziów kosz. Proszę spojrzeć na filmik poniżej.

Rzadko się to zdarza, a jeszcze rzadziej fakt, że arbitrzy tego nie odnotowali (w pierwszej chwili). 

Trzecia to fakt, że w meczu wystąpił najstarszy Francuz w historii NBA (Tony Parker - 36 lat) oraz najmłodszy (Frank Ntilikina - 19). TP9 zadebiutował w lidze mając również 19 lat, lecz o parę miesięcy więcej niż Frank. Pamiętacie jak Parker debiutował i jak Pop nie chciał dać mu szansy - "myślałem, że jest on miękim ślimaczkiem" oczywiście tego nie powiedział Pop. Powiedział inaczej "myślałem, że jest miękki". 

W trakcie meczu kibice z Argentyny skandowali MVP, MVP, gdy Manu miał piłkę (co nie zostało podchwycone przez innych kibiców w MSG), natomiast były też okrzyki MVP, MVP, MVP do Michaela Beasley'a (18 punktów). Yeah, baby.

Kristaps Porzingis skończył mecz zdezelowany przez Spurs (13 punktów przy zerowej skuteczności). "Było nudno". Tak mógł powiedzieć.

Trochę akcji z nocy: 

Już dziś zagramy z Philly 76ers i liczymy na więcej emocji.